- Opowiadanie: Finkla - Nowy gracz na rynku many

Nowy gracz na rynku many

“Niegawariaszczim” wyjaśniam, że “Obłast’ Użasa” oznacza “Obszar Koszmaru”. Pozostałe rosyjskie słowa to na ogół przekleństwa, które można zrozumieć, bo są bliźniaczo podobne do polskich, albo domyślić się z kontekstu. Nie trzymam się sztywno reguł transliteracji, raczej  staram się oddać wymowę. Wydaje mi się, że hiperpoprawność przy wulgaryzmach wygląda dziwnie.

Bardzo dziękuję betom. Za pozostałe w tekście błędy odpowiadam ja.

 

Obecnie na portalu znajduje się tylko pierwszy rozdział. Całość tekstu jest dostępna w darmowej antologii Fantazmatów. Do pobrania tutaj: https://fantazmaty.pl/projekty/ja-legenda/

Dyżurni:

joseheim, beryl, vyzart

Oceny

Nowy gracz na rynku many

1. Nadejście chudych miesięcy

 

Wołodia, przywódca „Obłasti Użasa”, krążył po gabinecie jak wietrzący juchę tygrys po klatce. Haakon nie odrywał oczu od tatuażu rozmówcy – najlepszego indykatora samopoczucia szefa. W tej chwili dziara miała kolor krwi i kształt kałasznikowa. Powędrowała od okularów w dół i rozpierała się na prostokątnej szczęce. Drugi w hierarchii dyskretnie przesunął się w stronę drzwi. Pewne rzeczy są straszne nawet dla gangsterów.

– Ile? – warknął Wołodia.

– Czternaście procent. Z hakiem. – Zastępca nieświadomie potarł protezą dwudniowy zarost. – A gdyby puścić jakąś nową plotkę?

– Już to, bliadź, zrobiłem. W zeszłym tygodniu. Że malinowy jogurt dla dzieci zawiera jakieś rakotwórcze diermo.

– I mimo to wpływy spadają? Co jest? Ludzkość wymiera, szefie? – Za plecami Wołodię nazywano Gruchotem, ale nikt nie pozwalał sobie na takie wyskoki w bezpośredniej rozmowie. A już na pewno nie Haakon.

– Ktoś, albo Suka, albo Gówniarz, olał ubiegłoroczne postanowienia i wjebałsja się na nasze terytorium.

– Prędzej Suka – zasugerował zastępca. – Ona potrafi zrobić coś durnego z nudów. Gówniarz by nie podskoczył, zna konsekwencje.

– Jego ludzie mogą prowadzić jakieś wewnętrzne rozgrywki, nawet w tajemnicy przed bossem…

Tatuaż przyblakł i powędrował na czoło. Bezpośrednie niebezpieczeństwo minęło, jednak Haakon nie chciałby znaleźć się w skórze kretyna, który zadarł z „Obłastią Użasa”.

 

***

 

Komórka Haakona rozjazgotała się, akurat kiedy kombinował, skąd wytrzasnąć dowody przeciwko dowcipnej koleżance. Oraz które instrumenty z bogatego arsenału sprawiłyby jej najwięcej bólu. O Suce mowa, a Suka tu.

– Co wy mi odpitalacie, straszydełka słodkie? – odezwała się, zanim wiceszef „Obłasti” zdążył rzucić „Halo”.

– Świetnie się składa, że dzwonisz, Sekai…

– No, chyba nie oczekiwałeś, że pozwolę wam przejąć moje wpływy i jeszcze zamerdam ogonkiem!

– Ale…

– Przelewacie mi wszystko, co zachachmęciliście, dokładacie jeszcze pół tego tytułem strat moralnych i zastraszania moich ulubionych ludzików.

– Ale co…

– Milcz! – Sekai po raz kolejny nie dała Haakonowi szansy. – Jeszcze nie skończyłam! Macie czas do końca tygodnia. I wyjątkowo nie żar…

– Zamknij się wreszcie! To przecież ty złamałaś postanowienia i przejęłaś część naszych wpływów!

– Posłuchaj mnie uważnie, bo nie będę dwa razy powtarzać, ty przerośnięta przynęto na szprotki z haczykami w gratisie. Od robienia głupich kawałów to w naszym uroczym towarzystwie jestem ja.

– Mówię poważnie, Sekai. A Wołodia jest jeszcze poważniejszy. Śmiertelnie poważny, rzekłbym. W porównaniu z poprzednim miesiącem nasz strumyczek many skurczył się o czternaście i dwie dziesiąte procenta.

– Pierdzielisz… Mój o osiemnaście.

– Uuuu, współczuję.

– Nie wmówisz mi, że to Gówniarz. – Nawet dziwne bulgoty i szmery w telefonie nie mogły zagłuszyć niedowierzania w głosie Suki.

– Wątpię. Jest za cienki w uszach, żeby przyatakować ciebie lub nas. Musiałby całkiem ześwirować, żeby rzucić się na obu pozostałych triumwirów. A to ja jestem od świrowania w naszej bandzie.

– Toteż właśnie.

– Chyba powinniśmy znowu się spotkać.

– Stary wariat Haakon… Ale chyba masz rację. Tam, gdzie ostatnio?

 

Koniec

Komentarze

Lodzio modzio! Uśmiałem się setnie. Najlepsze opowiadanie konkursu jak na razie. Gratki!:D

 

Dziękuję, Rybaku. :-)

Miło mi, że się tekst spodobał i miodny wyszedł.

Babska logika rządzi!

Z czepialstw, to w kilku miejscach brakuje przecinków. Nie chcę uchodzić za autorytet. ;) Poza tym błędów nie wyłapałem, ale mniejsza z tym!

Czyta się płynnie i szybko. Bohaterowie bardzo żywi i konkretni. Akcja rwie, nawet, gdy nic się nie dzieje, to cały czas coś się dzieje. Jest ciekawie. No i sam pomysł jest super. Świr z milczącego pomagiera, szybko został nieformalnym szefem. No ale widocznie przybrał osobowość lidera. Haakon zdecydowanie postać numer jeden w opowiadaniu. Gruchot też niczego sobie.

Co mi się bardzo podoba, to że wszystko ze sobą gra i jest powiązane. Bardzo dobry tekst, który pomimo swej objętości nie dłużył mi się w ogóle.

Bardzo Finklowe :). Czyli – napisane śpiewająco, pomysł oryginalny… Jedyny problem, że – nie wciągnęło. Jakoś nie mogłem się z tymi dupkami z triumwiratu zaprzyjaźnić, a skoro ich los był mi obojętny, to i całe opowiadanie trochę – letnie. 

Standardowo, parę uwag:

– “pracowały lub przygotowywały w domu obiady, ewidentnie nudziła się i chętnie pogadałaby na dowolny temat” – kto tu jest podmiotem, bo się zgubiłem?;

– “drogi prawie nigdy nie prowadziły dokładnie w wymarzonym kierunku, a ich nawierzchnia” – skoro drogi, to i nawierzchnie;

– “znalazł chłopaka, który siedział w pustym otwartym domu” – skoro był tam chłopak, to dom nie był pusty ;)?:

– “zalegał śnieg, prawdopodobnie nigdy nie tknięty pługiem” – najpierw myślałem, że jakąś orkę na tym śniegu przygotowują, a tobie chodziło o pług śnieżny? może ratrak brzmiałby lepiej?;

– “koń podczas westernu” – konie filmy oglądają i to je tak męczy? może “rodeo” lepsze?

Oraz – suczki sikają inaczej niż pieski i ciężko byłoby bernardynce obsikać słupek. Internet też czasem chyba powinien być z małej litery, a nie wielkiej, ale tu pewności nie mam.

Poza tym, moim zdaniem niepotrzebnie legendy są stylizowane na ruskich bandytów. A już wtręty z rosyjskiego w chińskiej knajpie to wyższy stopień surrealizmu.

Reasumując – doceniam maestrię, ale szału nie było.

 

PS. Miłość od Pierwszego Wejrzenia zdaje mi się starsza od Internetu, czyż nie ;)?

Pierwsze prawo Starucha - literówki w cudzych tekstach są oczobijące, we własnych - niedostrzegalne.

Dziękuję, Ac. :-)

To gdzie te przecinki? Może faktycznie coś przepuściłam, a może będę pyskować.

Miło mi, że aż tyle zalet znalazłeś. :-)

Polubiłeś Haakona i Wołodię? No popatrz, a betom bardziej przypadła do gustu Suka.

Szefostwo Haakona – jeśli przywódca większość czasu spędza w nieludzkiej postaci, ktoś musi przejąć obowiązki. ;-)

Babska logika rządzi!

Fragmenty moich opinii z bety:

 

Witaj,

 

Twój tekst czytało mi się bardzo dobrze.

Zarysowywujesz świat, masz wyrazistych bohaterów, wszystko okraszone przynajmniej kilkoma bardzo dobrymi pomysłami, ciekawe, wciągające i momentami zaskakujące.

Ksywki, imiona, zdolności – to wszystko mi się podobało.

Szczególnie Sekai i genialna w tym wypadku "Suka".

Bo będzie kontynuacja tak?

Pozdrawiam!

"Taki idealny wyluzowywacz do obiadu." NWM

Dziękuję, Staruchu. :-)

No i mamy pierwszego niezadowolonego klienta. ;-)

Jak nie wciągnęło, to trudno. Rozumiem, że bohaterowie nie są nadmiernie sympatyczni i mogą wkurzać.

Śnieg i pług. To są miejskie legendy. Po mieście (o ile mi wiadomo) jeżdżą pługi i inne piaskarki. Ratraki raczej w górach.

Koń i western – jest takie powiedzonko “zmęczony jak koń po westernie”. Oglądać nie oglądają, ale grają… A rodeo bardziej mi się kojarzy z bykami.

Sikanie suczek. Nie znam się, ale zostawię. Zawsze mogę się bronić, że ta jest wyjątkowa i obsikanie słupka to dla niej pikuś.

Rosyjskim bandytą jest tylko Wołodia. I tutaj będę się upierać, że ma to sens. Haakon jest bandytą innej narodowości, ale czegoś się przy szefie nauczył.

Resztę zaraz grzecznie poprawię.

Babska logika rządzi!

Dzięki, Mytriksie. :-)

Za nominacje też. :-)

Babska logika rządzi!

To ja też wklejam fragmenty pierwszego komentarza z bety:

A teraz pierwsze wrażenia i od razu zaznaczam, że prosty człowiek jestem, więc absolutnie nie musisz nawet rozważać tego, co napiszę.

Język – uprościłabym go trochę. Były takie momenty, w których niektóre słowa zaburzały mi płynność czytania. Możesz to zrzucić na karb mojej ignorancji, ale np: koprolalię musiałam wyguglać. O rosyjskich zwrotach już była mowa, ale też przyznam, że nie wszystkie zrozumiałam.

Bohaterowie – najbardziej wyrazista wydaje mi się Suka. Te jej porównania, choć niekiedy irytujące, mają swoje uzasadnienie. Humor, to humor.

Na początku trochę się pogubiłam, nie wiedząc kto jest kim. Oprócz imion wszyscy mają ksywki i to wprowadza lekki zamęt.

Przyznam, że podróż przez Chiny dłużyła mi się. Właściwie nic się nie dzieje poza sprzeczkami i wzajemnym graniu sobie na nerwach. No może delikatnie zarysowuje się wątek rodzącego się uczucia między Suką i Runarem.

Znalazłam też kilka nawiązań. Pierwsze do filmu The Ring o morderczej taśmie video. Drugie do Pottera. To ukrywanie się Twoich bohaterów, przypomniało mi, jak Harry, Ron i Hermiona również się ukrywali, kiedy poszukiwali horkruksów. Plecak Runara był prawie jak torebka Hermiony. :D

Końcówka trochę mnie rozczarowała. Spodziewałam się chyba większego BUM. Niby jest perspektywa, że pojawi się nowy gracz o ponadprzeciętnych zdolnościach, ale…

Sam pomysł bardzo mi się podobał, ale muszę to jeszcze przetrawić na spokojnie.

 

Po zmianach, które wprowadziłaś, zwłaszcza w końcówce, uznaję lekturę za satysfakcjonującą. :D

 

Sikanie suczek. Nie znam się, ale zostawię. Zawsze mogę się bronić, że ta jest wyjątkowa i obsikanie słupka to dla niej pikuś.

Toż mówiłam, że Suka powinna zamienić się w psa i podnieść nogę, jak sika. :)))

 

 

 

"Fajne, a nawet jakby nie było fajne to i tak poszedłbym nominować, bo Drakaina powiedziała, że fajne". - MaSkrol

Жребий брошен.

"Taki idealny wyluzowywacz do obiadu." NWM

Finklo – pług w mieście rozumiem. Ale u ciebie są górskie szczyty (”na szczytach gór zalegał śnieg, prawdopodobnie nigdy nie tknięty pługiem”), stąd moje zdziwienie.

Powiedzenia o westernie nie znałem.

A sikanie psów – panowie podnoszą łapę, a panie grzecznie kucają (przynajmniej tak robiły wszystkie te, które miałem do tej pory).

 

No i – zazdraszczam pióra (widać, nie ;)?)

Pierwsze prawo Starucha - literówki w cudzych tekstach są oczobijące, we własnych - niedostrzegalne.

Dzięki, AQQ. :-)

Toż napisałam, że podnosi nogę – i masz. Teraz muszę walczyć za równouprawnienie suk. ;-)

Spasiba bolszoje, Mytryksie. :-)

Staruchu, tak, to są górskie szczyty, ale oglądane oczyma miejskich legend. Oni są przekonani, że taki luzem leżący śnieg to jakiś pług powinien zgarnąć. Bo inaczej robi się syf, bałagan i ślisko jest. ;-)

Sikanie psów. No, zasadniczo chyba masz rację. Dziewczynki kucają. Ale fabularnie potrzebuję tego sikania z zadartą łapką – wcześniej Sekai olewa Wołodię. W kucki tego nie zrobi. Mogę się tylko upierać, że ta suczka ma ludzki mózg i jeśli się uprze, żeby sikać jak chłopiec, to to zrobi. Tak jak ja potrafiłabym sikać na stojąco, gdyby było mi to potrzebne.

Ty nie zazdraszczaj, tylko sam trenuj. :-)

Babska logika rządzi!

Tak jak ja potrafiłabym sikać na stojąco, gdyby było mi to potrzebne.

Zgadzam się z Tobą w stu procentach. Kto bogatemu zabroni? ;)

"Fajne, a nawet jakby nie było fajne to i tak poszedłbym nominować, bo Drakaina powiedziała, że fajne". - MaSkrol

Sikanie to rozrywka dostępna nawet biednym. ;-)

Babska logika rządzi!

Finkla, moje uwagi co do przecinków dotyczyły w znacznej mierze imiesłowów przymiotnikowych (musiałem poguglać), takich jak:

– Ktoś nas podsłuchuje – burknął ciągle stojący nad nastolatkiem Świr.

Sądziłem, że przed “stojący” powinien się znaleźć przecinek. Przeglądając pobieżnie jeszcze raz Twoje opowiadanie (nie wynotowałem sobie wcześniej), znalazłem tylko takie, ale konsekwentnie w takich sytuacjach przecinków nie stosujesz, więc mogłem się mylić. :) Zwracam honor i idę sobie posiedzieć na karnym jeżyku.

Suka nieco mnie irytowała, ale humor stanowił jej atrybut, który był dla mnie troszeczkę męczący. Może dlatego, że znam te żarty. Natomiast wice-szef mafii o osobowościach i dłoniach, które mógł wymieniać zależnie od potrzeby, ale z wiodącą seryjnego mordercy jest bohaterem jakiego było mi trzeba. ;)

Przy imiesłowach przymiotnikowych przecinki są potrzebne, jeśli to wtrącenie. Gdyby tak potraktować “ciągle stojący nad nastolatkiem”, nie byłoby to błędem IMO. Ale w końcu zaczęłam się liczyć ze znakami. :-)

Bez przesady z tym karnym jeżykiem. Nie męcz zwierzątka bez potrzeby. ;-)

Lubię humor pod niemal każdą postacią, więc mnie Suka nie gryzła. Ja też znałam jej żarciki, ale co zrobić? ;-)

Zgadzam się, że Haakon to postać z olbrzymim potencjałem. Kto wie, może jeszcze kiedyś coś o nim napiszę.

Babska logika rządzi!

Świr zdecydowanie zasługuje na osobną historię. ;)

Toteż nie mówię nie. :-)

Ale research mnie przeraża.

Babska logika rządzi!

Ten nowy gracz bardzo mi przypomina Crane’a z “Kłamcy”, tylko że tam ten bóg naszych czasów zajął się nieco inną sferą “wierzeń” :)

 

Generalnie opowiadanie bardzo mi się podobało i, nie ukrywam, wciągnęło, choć odczuwałem czasem zgrzyty w kwestii bohaterów. Ale chyba się nie za bardzo w tej kwestii wczytałem, bo najpierw myślałem, że to Suka jest tajemnicą, a Gówniarz humorem, dopiero z komentarzy wyczytałem, iż się mylę. To chyba przez to, że strach i humor są rodzaju męskiego, a tajemnica żeńska ;)

Z kolei Świr denerwował trochę zmianami postaw, najpierw trząsł portkami przed szefem, potem zakatrupił chłopca, żeby na końcu zacząć wyrastać na lidera. Ale to zapewne część tego jego świrostwa i zamierzony efekt.

Jeszcze zgrzyt odczułem przy rozmowie w “Legendach Roka”. Takie słowa jak “epifania” i “zdolności profetyczne” średnio pasują do gangsterów, czy też postaci kreujących się na gangsterów, tym bardziej, jeśli sąsiadują z rosyjskimi wiąchami.

 

Reasumując, z niecierpliwością czekam na kontynuację. No i co z legendami wiejskimi? Przecież dzicy bimbrownicy nie wzięli się znikąd i na pewno upomną się o swoją many :D

Dziękuję, Światowiderze. :-)

Dezyderiusz Crane, powiadasz? Hmmm. Może i coś tam podświadomość przemyciła, ale nie myślałam o nim podczas pisania. Szczęście chociaż, że dziedzina faktycznie całkiem inna.

Fajnie, że opowiadanie wciągnęło i się spodobało. Nieeee, Znikający Autostopowicz jest bardziej tajemniczy niż śmieszny.

Tak, zmienność Świra zamierzona. Wyrastanie na lidera już nie. To tylko prawa ręka szefa, za bardzo niestabilna, żeby sięgnąć po władzę.

“Epifanii” i “profetyzmu” używał Runar, czyli tajemnica. Jemu wypada znać mało popularne słowa. Wołodia już takich trudnych wyrazów nie używa.

Raczej będziesz musiał uzbroić się w cierpliwość, bo jeszcze nawet nie planuję następnej opowieści z tego uniwersum.

A legendy wiejskie to też piękny temat. To będzie to samo co klechdy? ;-)

Babska logika rządzi!

A legendy wiejskie to też piękny temat. To będzie to samo co klechdy? ;-)

Klechdy zaliczyłbym raczej do wspomnianych w opowiadaniu mitycznych, którzy wypadli z gry. Bardziej “nowoczesnych” legend też nie brakuje, wystarczy przejechać się wiejskimi autobusami i dobrze nadstawić uszu. Co prawda, dziś to głównie zupełnie fantastyczne nowinki z życia wójta albo księdza proboszcza :D Ale np. mój wywodzący się spod Torunia tata opowiadał mi, że kiedy w okolicy zaczęli osiedlać się warszawiacy i budowali sobie porządne domy, to wieść gminna niosła, iż ich materiałem są płyty nagrobne z odzysku :D Moim zdaniem to legenda mogąca spokojnie rywalizować z Czerwonym Pokojem ;D

No, nieźle, nieźle. Siadaj i pisz. :-)

A tak poważniej – wydawało mi się, że legendy miejskie to takie bajki, tylko rozgrywające się w środowisku miejskim. Niby prawie mogły się zdarzyć. Jak na wsi prawie można znaleźć kwiat paproci, a książę może poślubić Kopciuszka…

Babska logika rządzi!

A tak poważniej – wydawało mi się, że legendy miejskie to takie bajki, tylko rozgrywające się w środowisku miejskim. Niby prawie mogły się zdarzyć. Jak na wsi prawie można znaleźć kwiat paproci, a książę może poślubić Kopciuszka…

Tak, tylko środowisko wiejskie też się zmienia. Kiedyś po cmentarzach łaziły strzygi i wąpierze, a dzisiaj warszawiacy ;P

Cholera wie, które gorsze… ;-)

Babska logika rządzi!

Nowa Liderka konkursu nam się pojawia. Gratuluję Finklo pomysłu i wykonania. 

A’​propos ratraków nie wiem czy na zapyziałej granicy rosyjsko – ​chińskiej wiedzą co to takiego ;) Tam chyba czekają aż wiosna przyjdzie ;)

A sposób sikania? Jak to już gdzieś wcześniej cytowałem i tak “​babska logika rządzi”​, a przy takich zdolnościach bohaterki to taki mały pikuś, Pan Pikuś ;) To mi wygląda na takie drobne uszczypliwości.

Pomysł interesujący, wykonanie palce lizać, czyta się szybko i nie przewija żeby sprawdzić jak długo jeszcze. Nawet taki niby szczegół jak papierek po chili – ​wątek edukacyjny. Jakby jeszcze była jakaś walka na miecze świetlne, albo smoki (w końcu to Chiny) byłoby wszystko ;))) Nie, nie, bez przesady, jest dobrze, a nawet bardzo dobrze.wink

 

Dziękuję, Ederku. :-)

Cieszę się, że tekst przypadł do gustu.

Tubylcy pewnie ratraków nie znają. Ale nikt ich nie pyta… Akurat w Ałtaju to nawet wiosna nie pomaga – najwyższe szczyty są pokryte śniegiem non stop. I nikt go nie zgarnia. Zgroza! ;-)

Miło, że popierasz mnie w kwestii suczkowego sikania. Ta jest bystra i jak będzie miała kaprys, żeby obsikać słupek albo nogawkę, to obsika. :-)

Walki na miecze tudzież smoki nie dowieźli. Musi wystarczyć podgryzanie przeciwnika przy pomocy legend/ plotek. Sorry, taki mamy konkurs. ;-)

Babska logika rządzi!

Poniżej co milsze fragmenty z betowania.

 

Pierwsze wrażenia, bo od strony technicznej to musiałbym się baaardzo uważnie przyjrzeć, żeby coś wyłapać u Finkli.

Jest znowu finklowsko. Na bogato, zakręcenie i w stylu jaki już dobrze znamy. Dynamicznie, opisowo. Sporo detali i sporo rzadkich słów. Dużo elementów wrzuconych do jednego kotła. Ale z dosyć prostą tym razem fabułą.

To opowiadanie ze świetnie zarysowanym tłem. Z miejsca miałem skojarzenia z "Amerykańskimi Bogami", tam starzy bogowie też się obawiają bogów nowoczesności.

Twoi "bogowie" są równie ekscentryczni, jak Thor czy Anansi u Gaimana. Barwni, pstrokaci.

 

Elementy humorystyczne – podobają mi się te momenty. Lubię takie wrzutki, trochę się w nich specjalizujesz i zazwyczaj są to fragmenty, bon moty, one-linery czy porównania, które robią tekst i zostają w pamięci po lekturze. Taki znak firmowy. Masz lekkość i łatwość w wymyślaniu takich sekwencji.

Po przeczytaniu spalić monitor.

Dzięki, Marasie. :-)

Miło z Twojej strony, że wybrałeś co milsze fragmenty. ;-)

Babska logika rządzi!

A mnie zastanawiają te szóstki i piątki i jednoczesny brak głosów do biblioteki od tych oceniających.

Po przeczytaniu spalić monitor.

Marudzisz. Mytrix zrobił, co mógł, teraz jego głos czeka na wolną chwilę jakiegoś lożownika. A Enderek jeszcze nie ma uprawnień.

Babska logika rządzi!

A faktycznie marudzę.

Po przeczytaniu spalić monitor.

Więcej wiary w ludzi, optymizmu i takich tam… ;-)

Babska logika rządzi!

Ja nie mam mocy bibliotecznej, a opko zgłosiłem :-)

"Taki idealny wyluzowywacz do obiadu." NWM

Wiem, widziałam. :-)

Babska logika rządzi!

Finkla, tekst od wczoraj, a już ponad 160 komentarzy, AQQ przejęła dyskusje z szałtboksa, ale wiedzę, że Ty masz szansę na 1000 komentarzy do końca konkursu ;)

:-) Bez przesady. Grubo ponad setka komciów pochodzi z okresu bety.

Babska logika rządzi!

Pierwszy komentarz z 05.04.18, g. 18:57 :) Czy przy odbetowaniu aktualizuje się data komentarzy?

Nie rozumiem pytania.

Zwykli śmiertelnicy nie widzą komentarzy z okresu bety.

Babska logika rządzi!

A, to sprawa jasna :-)

No to teraz napisz coś o tekście. :-)

Babska logika rządzi!

Finkla, tekst od wczoraj, a już ponad 160 komentarzy, AQQ przejęła dyskusje z szałtboksa, ale wiedzę, że Ty masz szansę na 1000 komentarzy do końca konkursu ;)

Jak nie na 1000, to przynajmniej to biblijne 666 ;)

Do mnie już tylko zbłąkane owieczki trafiają, więc nie dobiję.

"Fajne, a nawet jakby nie było fajne to i tak poszedłbym nominować, bo Drakaina powiedziała, że fajne". - MaSkrol

AQQ, na 666 też bym nie liczyła.

Ale jeszcze do Ciebie mogą dotrzeć dziesiątki jurorów. Toż niemal każdy może głosować na najlepsze teksty.

Babska logika rządzi!

O tekście napisze jutro, bo teraz mogę tylko zerknąć, a zamierzam przeczytać w całości :-)

AQQ, szóstki to pod innym opowiadaniem, półmetek już tam jest :P

No to czekam grzecznie, aż przyjdzie Wilk. ;-)

Babska logika rządzi!

Mr.marasie trochę mi brakuje stażu na promowanie tekstów, wiem że jest jakaś opcja pośrednia zgłaszania, ale też jest tam potrzebne ze 30 komentarzy, co gorsza jakichś merytorycznych, a nie wiem czy moje fajne – ​niefajne się na to kwalifikują ;) Jak sobie pomyślę że mam analizować tekst linijka po linijce i zaznaczać brakujące przecinki … Zdaje się że od tego jest Word ;))) No i raczej cieszę się jak znajdę czas na jedno dwa opowiadanka dziennie, w weekendy trochę więcej. Dalej niektóre części stronki są dla mnie niedostępne i nawet nie wiem czy po spełnieniu jakichś minimalnych wymagań nagle dostąpię “objawienia”​ ;))) Tak że puki co ograniczam się do gwiazdeczek.

Enderku, spokojnie, nikt się nie czepia.

Jest potrzebne 50 skomentowanych tekstów, jeszcze trochę Ci brakuje.

Jak już spełnisz warunki, to wyjaśniam: nie jest tak strasznie z wymogami merytoryczności. Twój pierwszy komentarz w zupełności by wystarczył.

Niedostępne części strony to dziwna sprawa. Tak nie powinno być (pomijam tajne wątki Loży i inne drobiazgi). Ale możliwe, że coś się posypało. Gdzie nie możesz wejść, a uważasz, że inni mogą?

Babska logika rządzi!

Jak zwykle u Ciebie świetnie napisane i oparte na rewelacyjnym pomyśle. I ten Finklowy humor… Naprawdę go zazdroszczę :) Bardzo podobały mi się ksywki i pełne detali opisy. Bohaterowie też w moich oczach wypadli interesująco i wyraziście. Struktura opowiadania też na plus – przejrzysta i czytelna. Mimo długości tekst w ogóle mi się nie dłużył :) Przeczytałem z dużą przyjemnością.

Gratuluję warsztatu i pomysłów :) I idę nominować…

Dzięki, Katiu. :-)

Miło mi, że znalazłaś w tekście aż tyle zalet.

Humor w większości niezamierzony. Miał być tylko w wypowiedziach Sekai, ale jakoś zaanektował więcej literek. ;-/

Dobrze, że tekst na prawie 60 kilo się nie dłuży.

Babska logika rządzi!

Ach, u mnie nawet jak humor zamierzony to wychodzi coś gorzkiego… :) Nie wiem, może trzeba mieć większy dystans do tego, co się pisze… :)

Wygląda na to, że jesteśmy na przeciwnych krańcach skali. ;-)

Babska logika rządzi!

Coś w tym jest. Tylko ten Twój kraniec dużo bardziej mi się podoba :) Miłej nocy i powodzenia w konkursie :)

 

 

Kwestia gustu. Na pewno weselszy. ;-)

Co do pierwszego – nawzajem. Co do drugiego – kiedy Twój tekst?

Babska logika rządzi!

Finkla, myślałam i myślałam nad legendą i nic nie wymyśliłam, więc stwierdziłam, że na siłę nie ma sensu nic wrzucać… 

Jeszcze nie wszystko stracone. Jak Cię znam, to tydzień w zupełności wystarczy Ci na napisanie. Tylko jakiegoś pomysła upoluj i pójdzie. :-)

Babska logika rządzi!

Zobaczymy… Ostatnio obiecałam pisać wolniej :), ale jak mi coś wpadnie do głowy, to oczywiście spróbuję :)

No to czekam. :-)

Babska logika rządzi!

Chyba faktycznie chciałem się wbić na tajne spotkania loży, ale to raczej przez komentarze ze strony głównej ;) 50 komentarzy powiadasz, to muszę się brać za robotę żeby móc zagłosować na najlepsze legendy ;) Ach, muszę się wziąć za “Martwe pole” Rybaka, bo go sprowokowałem do przeróbek ;)

A jest tyle fajnych starych tekstów w bibliotece (Smurfy były niedocenione;))) Generalnie sporo Was się udzielało tutaj i fajnie popatrzeć jak to się z czasem rozwijaliście, i z każdym kolejnym opkiem ;)

Lożę chciałeś podglądać? Nieładnie… ;-)

Przy jurorowaniu w “Legendzie” chyba są jakieś inne wymagania i nie pamiętam jakie. Zajrzyj do zasad.

No, jak sprowokowałeś, to teraz czytaj.

Czyżbyś czytał moje Smurfy? Miło. :-) Tak na przyszłość: jak już coś przeczytasz, to zostaw komentarz. Autorowi na pewno będzie miło, a i Tobie licznik będzie się kręcił.

No, na ogół idzie się do przodu. ;-)

Babska logika rządzi!

Zakulisowe zagrywki są najciekawsze. Na tym się opiera cała polityka ;) Sekrety loży – no teraz to rozbudziłaś moje zainteresowanie. I pewnie nie tylko moje ;))) Niezły temat na szorcik ;)

Niektórych opowiadań nie da się tak z miejsca skomentować. Wymagają “przespania się z tematem”​. Nieraz pomagają komentarze innych albo wyjaśnienia autora tekst. Są takie, o których wszystko już zostało powiedziane, a komentarz w stylu “zgadzam się z przedmówcami” , albo “tu byłem Józef Tkaczuk” to raczej lepiej sobie odpuścić;) Ale postaram się ślad po sobie zostawiać.

Wiesz że nabijamy do 666 ;)))

 

No to albo musisz żyć z tym zainteresowaniem, albo dostać się do Loży, albo zhakować system. ;-)

Zostawiaj ślad, zostawiaj. Zawsze da się coś wymyślić. Choćby “podobało mi się, a najbardziej…”.

Eeee, do trzech szóstek raczej nie dociągniemy. Ale próbować zawsze można.

Babska logika rządzi!

Wydaje mi się, że na kilka ostatnich Twoich tekstów kręciłem nosem. Że w sumie jakby najbardziej cacy, ale…

Tym razem żadnych alów. Pomysł znakomity, kiedy zorientowałem kim są członkowie triumviratu, uśmiech gęby mej nie opuszczał, ba, poszerzał sie nawet. Świetnie to wszystko zaplanowane, poprowadzone, mimo wewnętrznego szaleństwa spójne logiczne, oraz opisane ze swadą i humorem. No i ta dbałość o szczegóły – Wołodia ma okulary profilowane jak szyby samochodu, a Sekai zastanawia się co stanie się z obrożą, po przemianie w człowieka… 

Nie do końca rozumiem co prawda motywację Siaty, poza megalomańskim "ja tu, kurna, rządzę". Zwłaszcza, że wydawało mi się, iż po upowszechnieniu się Internetu, legendy miejskie przeżywają nowy rozkwit. W swojej niemal wszechwiedzy nie przewidział też, że stosunkowo łatwo będzie można urwać się jego wiele widzącemu oku.

Ale miało nie być alów. Bo jeśli tekst ma jakieś minusy, to mało zauważalne i mało istotne. Bardzo chciałem się przyczepić, na takiej samej zasadzie, na jakiej Jean Claude Van Damme niegdyś oberwał w jakimś kalifornijskim klubie od gości z motocyklowego gangu:

"O, Van Damme! Dołóżmy mu!"

"A po co?" 

"Bo to Van Damme!" 

Ale mimo szczerych chęci, nie zdołałem znaleźć powodów, by dołożyć, nawet "bo to Finkla". Za dobry tekst.

Dla podkreślenia wagi moich słów, Siłacz palnie pięścią w stół!

Dziękuję, Thargone. :-)

Miło mi, że nie ma alów, a pomysł się spodobał. A tak z ciekawości: kiedy się zorientowałeś, kim oni są?

Motywacja Siaty. A po co milionerzy zdobywają kolejne taczki szmalu, skoro i tak nie zdążą wydać tego, co już mają? Chęć władzy, dominacji, rywalizacji, sprawdzenia się, pokazania sąsiadowi, że ma się droższy basen… Masz rację, po początkowym internetowym “opodatkowaniu” many, jej napływ wzrośnie. Ale pierwszy szok był bardzo niemiły. A wiedza Internetu… Hmmm, wystarczy wpisać w googlarkę jakieś słowo z błędem. Na pewno dostaniesz mnóstwo trafień. No, informacje są fajne, ale trzeba jeszcze umieć je analizować i nie jestem pewna, że algorytmy Google wystarczą. Ale to poczucie, że “wiem wszystko”… Może upić szybciej niż szampan.

Ech, niełatwo być Van Dammem. I te szpagaty… Aua! ;-)

Babska logika rządzi!

Zorientowałem się w momencie, gdy opisywałaś owe okulary Wołodii. Zastanowiłem się wtedy, czy to taki nowoczesny, rosyjski gangster, spod znaku mercedesa, czy też tradycyjny post-bezpieczniak, herbu Czarna Wołga. I zaskoczyło. To znaczy zacząłem kombinować w stronę personifikacji dobrze znanych opowieści i wszystko w swoim czasie ładnie się ułożyło :-)

Swoją drogą – imiona. Wołodia to wiadomo, Haakon (wyjątkowo mrocznie brzmiące imię) też, bo od haków. Co prawda jest to imię norweskich monarchów, więc cały czas miałem przed oczami obraz ichniego następcy tronu, ale co tam ;-) 

Ale dlaczego Sekai? I w dodatku pies? Rozumiem, że humor, ale Sekai to po japońsku "świat" albo coś w tym stylu… Pewnie nie znam zbyt wielu legend miejskich i coś mi uciekło ;-) 

Aha, jeszcze przykład mojej genialnej nadinterpretacji – imię Runar pojawiło się sporo wcześniej, niż Autostopowicz. Ale od razu pomyślałem o klasycznym, opartym na miejskiej legendzie thrillerze z lat osiemdziesiątych, w którym Rutger Hauer grał psychopatycznego autostopowicza. Brzmienie obu nazwisk mi zagrało i co? Okazało się, że Runar to Autostopowicz. W innym nieco stylu, co prawda, ale w latach osiemdziesiątych nastoletni hakerzy nie czaili się jeszcze za każdym winklem. 

Cóż, to wszystko dowodzi, że bawiłem się niezmiernie, wyszukując (albo i czasem wymyślając) te wszystkie smaczki i odniesienia. I tym bardziej czapki z głów, że tak udatnie (i nienachalnie – Twój tekst to nie korowód postmodernistycznych skeczów) wbudowałaś je w fabularną linię opowiadania.

Aha, byłbym zapomniał – Miłość Od Pierwszego Wejrzenia zdegradowana do roli miejskiej legendy… Jakież to smutne. I okrutnie nieromantyczne. Chlip.

Dla podkreślenia wagi moich słów, Siłacz palnie pięścią w stół!

A to błyskawicznie poszło. Gratuluję. :-) Mój plan był taki, żeby Czytelnik odgadywał tożsamość Wołodii dopiero przy GPS-ie.

No tak, po polsku Haakon kojarzy się z hakiem (i ja tą fonetyczną drogą szłam), a gdzie indziej to zacne, monarsze imię…

Sekai to podobno południowoafrykańskie imię żeńskie. Oznacza coś zbliżonego do “mająca dobry humor”. No i podobne do Suki, uzasadnia ksywę.

Runar. Cząstka “run” oznacza “sekretną wiedzę”. Thrillera oczywiście nie znam, kombinowałam inaczej, ale Twój tok rozumowania też ciekawy. :-)

To zaskakujące, ile ludzie potrafią w tekście zobaczyć…

Edytka: Ty w moim tekście romantyzmu szukasz? No coś Ty! Żeby nie ująć tego na modłę Wołodii… ;-)

Babska logika rządzi!

Bardzo ciekawy pomysł z tymi legendami i siatą. Błędów nie ma, a jak są, to nie zwróciłem uwagi, czyli to tak, jakby nie było. :)

Mimo fajnego pomysły niezbyt mnie wciągnęło. Brakło mi czegoś, co by pozwoliło wczuć się w sytuację bohaterów. Na początku też nie zawsze wiedziałem kto jest kto, bo nagle pojawiły się 4 postacie, z dodatkowymi ksywkami, a do tego zmieniające swój wygląd czy wręcz osobowość. 

Z postaci najfajniejsza była Suka, Wołodia kojarzy mi się z jednym wielkim przekleństwem, a Haakon i gówniarz czasem mi się mylili, który jest który. ;)

Ciekawy był wątek rodzącego się romansu i to chyba on sprawił, że zasadniczo druga część tekstu była dla mnie ciekawsza.

 

Koń i western – jest takie powiedzonko “zmęczony jak koń po westernie”.

Potwierdzam, jest jest, aczkolwiek jak to znam w formie mniej cenzuralnej. 

Paper is dead without words; Ink idle without a poem; All the world dead without stories; /Nightwish/

Dziękuję, El Lobo. :-)

Czyli masz jak Staruch – są jakieś plusy, ale nie wciągnęło. Widać nie można mieć wszystkiego ani wszystkich. ;-/

Na nadmiar ksywek już bety zwracały uwagę, ale się uparłam.

Przekleństwa Wołodii. No, rosyjski mat jest słynny w niektórych kręgach. Jak już miałam ruskiego bandziora, to nie mogłam się powstrzymać.

Haakon to ten z hakami. A Gówniarz to nastolatek podróżujący stopem.

Rodzący się romans Cię zaciekawił? Cóż, bywa i tak.

Różne są wersje, ale moja Suka klnie delikatnie.

Babska logika rządzi!

Oczywiście że tak. To znaczy – że nie. Nawet [tu wstaw nazwisko autora, którego uważasz za najlepszego na świecie] nie zawsze każdemu pasuje.

Same ksywki nie są złe, tylko dużo informacji do przyswojenia na dzień dobry.

Zdaje mi się, że nie tylko Haakon ma haki, ale też chciałeś ułatwić lekturę nazywając Gówniarza, podróżującego autostopem – Autostopowiczem. :)

Różne są wersje, owszem, można np. być zmęczonym, jak aligator po “Zwierzętach Świata”.

Paper is dead without words; Ink idle without a poem; All the world dead without stories; /Nightwish/

Nawet on? Nieee, niemożliwe. ;-)

Haki zamiast rąk ma tylko Haakon.

Tak, Gówniarza czasami nazywam Autostopowiczem. Bywa, że dwa synonimy to za mało. :-)

A tego nie znałam. “Zwierząt Świata” też nie…

Babska logika rządzi!

Za dużo ksywek? Jak się czyta trzeci… czwarty… raz, to już wiesz kto jest kim. Nie czepiaj się, El Lobo. :D

"Fajne, a nawet jakby nie było fajne to i tak poszedłbym nominować, bo Drakaina powiedziała, że fajne". - MaSkrol

Dzięki, AQQ. :-)

El Lobo, słyszałeś? Nie marudź, tylko przeczytaj opko jeszcze kilka razy. ;-)

Babska logika rządzi!

Na głos…

 

Finkli przez Skype’a…

 

Niskim, seksownym głosem…

 

Pierwsze prawo Starucha - literówki w cudzych tekstach są oczobijące, we własnych - niedostrzegalne.

:-)

I koniecznie barczystym. ;-)

Bez przesady, lubię swoje opowiadania, ale nie aż tak.

Babska logika rządzi!

Haki zamiast rąk ma tylko Haakon.

Ja wiem o tym, nawet po pierwszym czytaniu, tylko tak mi się niegramatycznie napisało, że wyszło, jakbym myślał inaczej.

Kurczę, nie bardzo mam jak czytać niskim głosem, bo musiałbym zejść do piwnicy, a tam nie mam internetów. :(

Paper is dead without words; Ink idle without a poem; All the world dead without stories; /Nightwish/

To nie wiem, co chciałeś napisać.

Ależ ja się wcale nie upieram przy czytaniu na głos. Ale jeśli potrzebujesz tego do szczęścia, to może wydruk? ;-)

Babska logika rządzi!

Coś dzisiaj mam problem ze skupieniem, ale generalnie Siata powinien być słabszy nie tyle w Chinach, co w Turcji, tam mają zaskakująco dużo pomysłów “kontrolnych”. To jednak szczegół. Wykorzystanie legend jako motywu w konkursie “jestem legendą” – niezła incepcyjna ironia ;)

 

Czteroosobowy triumwirat

Kwartet, kwartet :)

Co zresztą pasowałoby do konwencji, bo różne “potężne" kwartety przewijały się w popkulturze :-)

 

Dziękuję, Wilku. :-)

Chiny mi się obiły o uszy, a o Turcji nic nie wiedziałam. A co takiego wyrabiają?

Jaka ironia? Moi bohaterowie po prostu są legendami. I już.

Kwartetu też używam. Ale triumwiratu będę bronić: to jest porozumienie najsilniejszych legend z grup strachu, tajemnicy i humoru. Haakon tak na doczepkę.

Ano, trafiają się. I tria, i kwartety. Czwórka może w przerwach w brydża pograć. ;-)

Babska logika rządzi!

W Chinach z jednej strony cenzura, z drugiej nie polega ona tylko na blokowaniu usług, ale tez na zastępowaniu ich usługami kontrolowanymi. Turcja dla odmiany mocno walczyła z VPNami i torem, była tez jednym z pierwszych państw, które już w czasach wszechobecnej sieci na poważnie rozważała stworzenie równoległego, “wewnętrznego” internetu.

 

A ironia oczywiście względem samego konkursu :-) Taka pozytywna ironia :-)

No, dawno temu czytałam coś o chińskiej cenzurze Internetu. Że nawet Google się ugiął, bo juany nie śmierdzą… Turcja też by się nadawała, egzotyczny kraj. Tylko chyba psów nie lubią.

Ja tam ironii nie widzę, ale skoro pozytywna, to nie będę się kłócić. ;-)

Babska logika rządzi!

Bardzo, bardzo dobre opowiadanie.

Zdania piękne, rytmiczne, fabuła również niczego sobie. Bardzo odpowiada mi Twój styl pisania, jest taki… reporterski? Takie określenie pasuje mi najbardziej. ;)

Ubawiłam się czytając. Humor to zdecydowanie mocna strona Twoich opowiadań. :) 

 

„‬Człowiek, który potrafi druzgotać iluzje jest zarazem bestią i powodzią. Iluzje są tym dla duszy, czym atmosfera dla planety." - V. Woolf

Dziękuję, Rosso. :-)

Miło mi, że tekst się spodobał.

Na rytmie się nie znam. Jakoś samo tak wychodzi. Reporterski? Hmmm, nie jesteś pierwszą osobą, która tak mój styl określa. Ale wydawało mi się, że próbuję odchodzić od reporterskości. Widać niedaleko. ;-)

Humor to poważna sprawa jest. ;-)

Babska logika rządzi!

Wybacz, wczoraj nie zauważyłam, że Twoje opowiadanie wciąż nie trafiło do biblioteki. Żeby nikt nie zarzucił mi zbyt krótkiego komentarza, dopiszę, że dialogi wyszły absolutnie fantastycznie. Obcojęzyczne wstawki wydają się bardzo naturalne, dla mnie – nieznającej rosyjskiego – są zupełnie zrozumiałe. 

 

A co reporterskości… Według mnie to zaleta. Styl pisarski jest trochę jak logo – ważne, by dało się je rozpoznać i dobrze się kojarzyło. Moim zdaniem marka Finkli to bardzo dobra marka i chętnie kupię jej kolejny produkt. :D

„‬Człowiek, który potrafi druzgotać iluzje jest zarazem bestią i powodzią. Iluzje są tym dla duszy, czym atmosfera dla planety." - V. Woolf

Ależ nie ma problemu. :-) Jakoś bibliotekarze omijają tekst. Jednego zaprosiłam do betowania, to kliknął. ;-) Nie to żebym się dziwiła – sama mam opóźnienia przy tej ilości (świadomie) konkursowych znaków.

Fajnie, że dialogi dobrze wyszły, a bluzgi okazały się zrozumiałe.

No, rozpoznawalny styl jest niezły, ale dobrze móc go odstawić i spróbować czegoś innego. ;-)

A do produktów zapraszam. Mamy szeroki wachlarz z poprzednich sezonów. Od dribbla do pełnowartościowego, piórkowego tekstu. Wszystkie gatunki i rodzaje. A czego dokładnie pani szuka? ;-)

Babska logika rządzi!

Niezły pomysł, świetne wykonanie, miejscami całkiem zabawnie, więc zachodzę w głowę, co sprawiło, że opowiadanie wlekło mi się niemożebnie, nużyło i z utęsknieniem wyglądałam końca. A ponieważ Nowy gracz na rynku many spodobał się chyba wszystkim dotychczasowym czytelnikom, podejrzewam, że może ze mną jest coś nie tak, jak być powinno…

 

– Ale jak? –Świr cał­kiem od­wró­cił się w stro­nę pa­sa­żer­ki. –> Brak spacji po półpauzie.

 

– Jedno czy dwu­oso­bo­wy? –> – Jedno- czy dwu­oso­bo­wy?

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Jak to u Ciebie – świetnie napisane. Jest humor, są ciekawe postacie posiadające swoje charakterystyczne elementy (tatuaż jest tu szczególnie fajnym elementem). Stworzyłaś też oryginalny świat opierający się na personifikowanych legendach miejskich. Te wszystkie plusy składają się na klik do Biblioteki :)

Co do zaś samej lektury – miałem wrażenie, że od połowy wszystko zwolniło. Tak mniej więcej w połowie, zarzucony kolejnymi elementami, poczułem znużenie. To na pewno nie Twoja wina, miałem męczący dzień, ale tym niemniej w pewnym momencie akcja zwalnia i jakoś nie mogłem potem wrócić do początkowego zachwytu. Coś przez to spowolnienie uciekło i nie wróciło. Jednak nie sądzę, byś się musiała tym zbytnio przejmować.

Podsumowując: solidny, Finklowy tekst, wart Biblioteki. 

Won't somebody tell me, answer if you can; I want someone to tell me, what is the soul of a man?

Dziękuję nowym komentatorom. :-)

 

Reg, szkoda nie podpasowało i się dłużyło. Dobrze, że chociaż zalety widać. W całej rozciągłości. ;-)

Spację zaraz dołożę. A co jedno-… Ty to wiesz i ja to wiem, ale edytor wie lepiej i furt mi poprawia na półpauzę. :-(

 

NoWhereManie, miło, że widzisz tyle plusów. Szkoda, że w połowie jakby zanikają…

Mnie też się ruchomy tatuaż jako indykator samopoczucia podoba. :-)

Możesz mieć rację, że podróż przez Chiny trwa trochę długo. Ale to duży kraj jest, a bohaterowie mają pewne ograniczenia. Przynajmniej starałam się urozmaicić tę drogę.

 

Dzięki wszystkim za kliki. :-)

Babska logika rządzi!

No cóż, skoro edytor uważa się za wielepieja… ;(

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Zdecydowanie się uważa. I nie da sobie wytłumaczyć, że jest w błędzie.

Babska logika rządzi!

Finklo, spróbuj przekleić do tekstu zdanie z komentarza.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Reg, ja już to cholerstwo dwa razy poprawiałam. I zapewniam Cię, że w tekście kopiowanym na portal był dywiz. Zwróć uwagę, że jeśli ktoś zapomina o spacjach przy myślnikach, to przy otwarciu wypowiedzi zostaje dywiz, ale przy drugiej kresce spacja za nią automatycznie zmienia dywiz w półpauzę. Musiałabym wywalić spację, żeby zachować dywiz. Ale przecież nie o to chodzi.

Babska logika rządzi!

No to trudno, skoro się nie da, to znaczy, że się nie da. :(

Nie mam żadnych doświadczeń z edytowaniem tekstu. Korzystam tylko z okienka do komentowania.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Finkla, ja sugestie dywiz w edytorach ignoruję… Bo nie za bardzo to wszystko kumam :( I zostawiam tak jak jest. Dywizy, półpazy – ​dla mnie to czarna magia… Tak czy inaczej w moich oczach dobry tekst na tym nie traci. Hmm… Miłej nocy :)

Reg, możemy jeszcze w tej sprawie pisać do Brajta. Na Berdyczów…

Katiu, ja rozróżniam i to wcale nie jest takie trudne. Młodaś jeszcze, ale my tu nie o takie rzeczy potrafimy koty drzeć. ;-)

Babska logika rządzi!

Przeczytałem ale niestety nie podeszło. 

Opowiadanie napisane bardzo sprawnie, humor jest, zwroty akcji są, ale mimo tego musiałem podejść do całości trzy razy, gdyż zwyczajnie mnie nie ciekawiło. Sam pomysł wydał mi się dziwny i prawdopodobnie nie zrozumiałbym go, gdybym nie wiedział co jest tematem konkursu. Postacie były charakterystyczne ale zupełnie nie mogłem się z nimi zżyć i polubić ich, a przez to, że czytałem tekst w trzech podejściach pod koniec nie pamiętałem już, kto jest kim.  

Dziękuję, Łukaszu. :-)

Przykro mi, że nie podeszło. Będę się pocieszać i dziwności pomysłu nie uznam za wadę.

Rozumiem, że nie tak łatwo polubić dwóch gangsterów, w tym jednego seryjnego mordercę.

Babska logika rządzi!

Wykonanie wyśmienite i łapałam się na tym, że bardziej czytałam dla formy niż treści. Pewnie dziwnie to brzmi, ale tak rzeczywiście było.

Twoje wiązanki to prawie poezja, a zwłaszcza inwektywy Haakona do Siaty. Tylko, że nie za bardzo poczułam same opowiadanie. Słowa układały się niesamowicie, ale ciut za dużo słownych zagrywek bohaterów. Humor sprawiał wrażenie naciąganego, jakby za chwile miała zostać przekroczona granica, a rozbawienie zastąpiłaby irytacja. Ile Suka nawymyślała porównań, co mnie w połowie tekstu zaczęło po prostu wkurzać. 

Dziękuję, Deirdriu. :-)

Czyli forma przerosła treść. Hmmm, możliwe.

Aaaa, bo co interesującego jest we wtrącaniu “kurwa" zamiast przecinków? Wydaje mi się, że coś takiego bardzo źle wygląda na piśmie i musi nudzić odbiorcę. Mnie nudzi.

Czym mają się posługiwać legendy, jeśli nie słowami? ;-) Haakon przynajmniej kogoś zabija. A Suka musi się wygłupiać, taka rola.

Przykro mi, że nie bardzo wyszło. :-(

Babska logika rządzi!

Fajne :)

Przynoszę radość :)

Dzięki, Anet. :-)

Babska logika rządzi!

>>> Jedno‑ czy dwuosobowy? <<<

Skopiuj sobie. TEN dywiz edytor powinien zostawić w spokoju.

 

Przepraszam, Finklo, nie przeczytałem całego opowiadania. Nie podeszło. Chodzi o sposób pisania: masz ten swój specyficzny styl, który nie zawsze jest dla mnie strawny. Niemniej jednak – jak widać – wielu osobom on odpowiada, więc generalnie nie namawiam do zmiany.

Przeczytawszy natomiast większą liczbę Twoich tekstów, mogę Ci poradzić, żebyś nie unikała tak usilnie powtarzania oznaczeń postaci (imion). Przesadnie z tym kombinujesz, przez co często trudno się połapać, kto jest kim w danej scenie. Najgorzej, kiedy wprowadzasz kilku bohaterów jednocześnie, po czym od razu zaczynasz żonglować ich ksywkami, funkcjami, mutacjami imion oraz omówieniami. Nieraz dosyć dziwnymi, czasem niejasnymi. Może lepiej nie komplikować?

Popatrz, jak piszą różni uznani autorzy. Zajrzyj na przykład do Rowling i Tolkiena (doceniona klasyka, dobre tłumaczenia i porządne wydawnictwa). Harry to po prostu Harry, nawet do kilkunastu razy na stronę, nie przedzierzga się co chwila w (dajmy na to) Henryczka albo voldemortowego pogromcę. Zauważ, że te synonimy brzmią zabawnie, a z moich obserwacji wynika, że stosujesz podobne nawet w opowiadaniach, co do których chciałabyś, aby odbierano je poważnie, a nie jako komedie. Tolkien częściej niż Rowling używa określeń synonimicznych, ale przeczytaj choćby pierwszy rozdział Trylogii: profesor literatury angielskiej nawala Bilbem i Bagginsem ile wlezie.

Postępowanie Tolkiena i Rowling (oraz ich tłumaczy) jest po prostu przyjazne dla czytelnika. Nie ma w nim nic niewłaściwego ani niezręcznego. Jeżeli Cię to nie przekonuje, bo pisarze anglojęzyczni, równie dobrze możesz przewertować książki znanych autorów polskich.

Nie mówię, żeby w ogóle nie zwracać uwagi na powtórzenia czy redundancje, nie zawsze jednak są one problemem, czasem zaś okazują się wręcz najlepszym rozwiązaniem. Dlatego szanowani pisarze wcale nie unikają ich jak ognia.

 

Co jeszcze mogę dodać… Doceniam wycieczki na teren obcego języka, zawsze to jakieś urozmaicenie.

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

Dziękuję, Jerohu. :-)

Skopiowałam magiczny dywiz. Edytor faktycznie go nie ruszył. Co mu zrobiłeś?

Szkoda, że nie podeszło. No ale nie to nie.

OK, postaram się używać trochę więcej imion, zwłaszcza przy wprowadzaniu postaci. Docierają do mnie Twoje argumenty, że to utrudnia identyfikację bohaterów, ale nie przekonałeś mnie przykładami. Zgadza się, Harry jest Harry, ale Snape mówi o nim Potter, pojawia się również “chłopiec, który przeżył”…

Powiadasz, że to śmieszne? Ludzie mają dziwne poczucie humoru… Ale z drugiej strony – pamiętam Twój tekst o papierosie. No i to nie był poważny szort.

Ale z trzeciej strony, czy synonimy nie pomagają podać więcej informacji o bohaterach? Jeśli raz napiszę o człowieku “Józek”, a chwilę potem “belfer”, to chyba wiadomo, że Ziutek jest nauczycielem?

Babska logika rządzi!

Dywiz – znalazłem w tabeli kodów UTF-8. Ten jest akurat niełamliwy, co tutaj w niczym nie przeszkadza.

Snape mówi o nim Potter, pojawia się również “chłopiec, który przeżył”…

Oczywiście, różne postacie wyrażają się o nim różnie. Ale nie narrator. Pewnie i jemu zdarzają się wyjątki, jednak w narracji główny bohater ciągle jest Harrym.

 

Z trzeciej strony. Zgodzisz się ze mną, że informacja nie może być jedyną braną pod uwagę sprawą. Jeżeli sposób podania informacji rozwala nastrój albo niepotrzebnie utrudnia nadążanie za fabułą, to należy przemycić dane jakoś inaczej.

W niektórych sytuacjach “belfer” i “Ziutek” będą w porządku. Kiedy jednak takich zamienników używa narrator, wtedy mamy do czynienia ze stylem komediowym. Sam “Józek” również nie brzmi specjalnie serio, ale przejdzie i w tekście poważnym. Ten “Józek” może być właściwy z różnych powodów. Natomiast nagromadzenie swawolnych określeń spowoduje, że tekst stanie się jednoznacznie “śmiechowy”. I nadal możemy szukać wyjątków, jednakże wybieglibyśmy już poza meritum.

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

Aha, żeby narrator zawsze wyrażał się o bohaterze tak samo. Hmmm. Trudno będzie. Ale może warto.

Informacja kontra nastrój. Cholera, nie umiem grać nastrojem (chyba że tym komediowym, który tworzy mi się samorzutnie), więc nie bardzo potrafię poznać, kiedy informacja go niszczy.

Ale chyba rozumiem, o co chodzi z belfrem i Ziutkiem.

Babska logika rządzi!

Aha, żeby narrator zawsze wyrażał się o bohaterze tak samo.

Myślę, że niekoniecznie zawsze, bo niektóre zamienniki nie przeszkadzają. Tylko należy dobierać je z rozwagą. Po prostu zastanów się nad tym trochę. No wiesz, nie chcę narzucać Ci sposobu pisania, ale naprawdę uważam, że mogłabyś go nieco skorygować – ku większej chwale Twoich przyszłych opowiadań :)

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

Sporo się dzieje, spójna historia obejmująca dość szeroki przedział czasu i interesujący pomysł na legendy. Taki… dosłowny. Jednak nie jestem do końca usatysfakcjonowany, bo Twoje poprzednie teksty wciągnęły mnie bardziej. Dlaczego? Trudno powiedzieć, bo na pierwszy rzut oka wszystko wydaje się na miejscu, a i sam proces czytania był szybki i przyjemny.

Jak tylko zacząłem czytać o Siacie, z jakiegoś powodu miałem przed oczami ostatnie dokonania Cambridge Analitica ;D Tak więc temat jak najbardziej aktualny i warty wzięcia na tapetę ;)

Bohaterowie – początkowo mieszali mi się ze sobą dość mocno, ale później bardzo dobrze pokazywałaś cechy każdego z nich. Na pewno pokazanie cech przez zachowanie wyszło fajnie i było skuteczne.

Nie do końca mnie przekonał motyw Czerwonego Pokoju. Pokój sam w sobie fajny, ale już rozprzestrzenienie legendy na pół Rosji w dość krótkim czasie w kilka osób wydało mi się trochę przesadzone. Rozumiem, jakby wspomagali się co jakiś czas takimi wydarzeniami jak to z chłopakiem grającym na komputerze. A oni tylko gadali i gadali, a historia z niewiadomych względów wyjątkowo chętnie i szybko się rozprzestrzeniała. Chyba poszło trochę zbyt gładko.

No i zakończenie… zdecydowanie nie przypadło mi do gustu, ale pewnie miałaś świadomość, że nie dogodzisz nim wszystkim czytelnikom ;)

Aha, jeszcze jedno – rozumiem, że ruski wplatany w dialogi budował klimat, ale niestety bardziej zapamiętałem go z utrudniania lektury.

 

Marudzenia trochę było, ale to pewnie dlatego, że od Finkli oczekuję dużo, a akurat to opowiadanie nie do końca trafiło w mój gust. Kilka pomysłów naprawdę znakomitych, ale czegoś jednak zabrakło.

Jerohu, bez przesady tak od razu wszystkich synonimów narratorowi nie odbiorę. Nie ma mowy, za bardzo lubię się popisywać znajomością słów. To już odruch. ;-) I chyba jednak łatwiej wciskać różne trudne słowa w gębę wszechwiedzącego narratora niż ograniczonego bohatera.

 

Perruksie, dziękuję, że zajrzałeś. :-)

Ech, kolejny niezadowolony. :-(

Dlaczego nie wciągnęło? Zaczynam podejrzewać, że kłopoty moich bohaterów są za mało kłopotliwe, żeby legendy budziły współczucie. Że trochę dochody spadły, że ktoś ich uwięził w jednym kraju… Bywają gorsze tragedie. Ech, nie ma to jak skrzywdzić dziecko dla zagrania na emocjach.

Afery Cambridge Analitica nie śledziłam, ale miło z ich strony, że się dostosowali i uaktualnili mój tekst. ;-)

To nie tyle pokazanie cech przez zachowanie, ile trzymanie kart przy orderach, coby zaskoczyć odbiorcę w odpowiedniej chwili. ;-)

Legenda o Czerwonym Pokoju naprawdę krąży po Azji. I ja, i moi bohaterowie bazowaliśmy na istniejących zasobach. Trochę tylko trzeba było zmodyfikować na potrzeby chwili. Czy ona naprawdę rozprzestrzenia się zbyt szybko? Siata myśli o “niewielkiej, ale dostrzegalnej” części ludzi. Nie wiem, ile to może być dla kogoś, kto ma doskonały dostęp do aktualnych danych. Promil? Dopiero później wpływ legendy rośnie, ale do tego czasu mijają lata. A Haakon pewnie będzie powtarzał akcje.

Zakończenie. Możesz mi wierzyć, że w pierwotnej wersji było gorzej i to wszystko, co mam na swoje usprawiedliwienie.

Rosyjski. No, miałam rosyjskiego gangstera. I Wołodia musiał być Rosjaninem, nie ma innej opcji. Trudno, żeby taki bandzior mówił “motyla noga”. ;-) Dałam mu bluzgi w mowie ojczystej, bo sama nie przepadam za wulgaryzmami po polsku (co będę język zaśmiecać). No i to łatwy sposób na stylizowanie języka. Rzucić “bladź” od czasu do czasu i wiadomo bez didaskaliów, kto to powiedział. :-)

Co zrobić. A marudzić zawsze można, te marudne komentarze są najbardziej wartościowe.

Babska logika rządzi!

Finklo – nie drąż!

Że pisać umiesz – wiedzą wszyscy. Że tworzysz wciągające historie i prawdziwe postacie – takoż. Ale akurat w tym opku – czegoś zabrakło. Nie wiem czego. Może Cień potrafiłby to wyłuszczyć w pięćdziesięciu tysiącach znaków, ale konkluzja jest jasna – nie zażarło. Bywa i tak!

W każdym razie – poziom opowiadania, które (moim zdaniem) jest nie całkiem udane, plasuje się w stratosferze moich dokonań. Zazdraszczam ponownie :)!

Pierwsze prawo Starucha - literówki w cudzych tekstach są oczobijące, we własnych - niedostrzegalne.

Eeee, mam wrażenie, że jeszcze nie wszyscy słyszeli. :-) Za to z podtrzymywania dyskusji pod tekstem jestem znana. To muszę drążyć, nie? ;-)

Prawdziwe postacie – to nawet dla mnie nowość. Nie przypominam sobie, żeby ktoś o tym mówił. Tym bardziej, że prawie każda zmyślona. ;-)

Chcę ustalić, gdzie dałam ciała, żeby zmniejszyć prawdopodobieństwo wystąpienia problemu w przyszłości. Stratosfera czy nie – mogło być lepiej.

Dziękuję, zawoalowany komplemenciarzu. :-)

Babska logika rządzi!

Dobra dobra – nie kryguj się jak pensjonarka :).

Szwejk też był zmyślony. Do tego nieprawdopodobny. Ale jaki prawdziwy!

Mogło być lepiej – owszem. Sam zachodzę w głowę, co sprawiło, że to opowiadanie było “letnie”? Bohaterowie, fabuła, legenda?

I – na koniec – prawda nie jest komplementem :D!

Pierwsze prawo Starucha - literówki w cudzych tekstach są oczobijące, we własnych - niedostrzegalne.

Że trochę dochody spadły, że ktoś ich uwięził w jednym kraju… Bywają gorsze tragedie. Ech, nie ma to jak skrzywdzić dziecko dla zagrania na emocjach.

 Ja tam słupek “wciągalności” porównuję z innymi Twoimi tekstami, a z tego co pamiętam nie lubisz taniego grania na emocjach. Więc chyba jednak chodzi o coś innego – czy nie jest zdecydowanie trudniej utrzymać czytelnika w zaciekawieniu, kiedy opowiadanie rozgrywa się w szerokim przedziale czasowym? Według mnie może coś w tym być.

O, legenda o czerwonym pokoju istnieje, zaskoczyłaś mnie ;) Podczas czytania miałem wrażenie, że stworzenie nowej legendy jest w sumie dość proste – „Dajcie mi pięciu ludzi i pół roku, a po Rosji będzie krążyła nowa legenda. I to wszystko niemal wyłącznie przez opowiadanie ludziom historii.” Może trochę przesadzam, ale mam nadzieję że wiesz, o co mi chodzi.

A co do rosyjskiego – przekleństwa brzmią często rzeczywiście lepiej i w niektórym fragmentach ruskie słowa są ok. Ale już zdania takie jak te poniżej osobiście utrudniają mi lekturę, bo zwyczajnie ich nie rozumiem i mimowolnie zatrzymuję się przy nich na dłużej:

No to co to za fignia?!

Ubirajsja k ciertowoj matuszkie!

Nie ma co żdać princa s chrustalnymi jajcami!

 

EDIT:

I – na koniec – prawda nie jest komplementem :D!

Staruchu, sugerujesz, że jak powiem “ładnie wyglądasz” do kogoś, kto ładnie wygląda, to wtedy komplement nie jest komplementem? ;D

Przeczytałam opowiadanie. Kwalifikuje się do konkursu. Nie znalazłam nic, do czego koniecznie chciałabym się przyczepić. Ot, jakieś tam szyki być może, ale nie uznałam, by nadawało się to do wyłuszczenia. Wbrew jakiejś opinii powyżej nie znalazłam wad w przecinkach. Acz nie jestem zawodową korektorką.

Opinia o fabule po głosowaniu. Życzę powodzenia! :)

"Po opanowaniu warsztatu należy go wyrzucić przez okno". Vita i Virginia

Staruchu, kiedy to (też) prawda. Mam sporo dystansu do siebie i (chyba) swoich tekstów, ale na pewno nie jestem obiektywna. Skąd mam wiedzieć, czy podobają mi się, bo są fajne, czy bo są moje? Potrzebuję feedbacku.

Podejrzewam, że Szwejk to duch narodu. Hmmm. Mam nadzieję, że właśnie nie naurągałam całemu narodowi, bo ta postać mówiła o sobie: “Ja sem blb” (jak to pięknie brzmi w oryginale!).

Daj znać, jak dojdziesz do jakichś wniosków. Bardzo mnie to ciekawi. :-)

 

Perruksie, święta prawda, że nie lubię. Przy tanich chwytach przewracam oczyma. Ostatnio w kryminałach pojawił się jakiś taki sentymentalny nurt. Fuj!

Ale ten przedział czasowy chyba nie jest aż tak szeroki? No, jadą długo przez Chiny, ale to duży kraj jest, a ja nie pokazuję każdego dnia podróży. No, epilog kilka lat później, ale to już króciutkie streszczonko. Diabli wiedzą…

A skąd się biorą legendy, jeśli nie przez opowiadanie historii? ;-) Jakieś tam nagięcie faktów, przeinaczenie, ubarwienie, proste wytłumaczenie albo na odwrót – zamotanie. I gotowe.

I moi bohaterowie najpierw robią burzę mózgów i wynajdują pasującą legendę. No i kto jak kto, ale oni są specami od rozprzestrzeniania legend.

No to co to za fignia?!

“Fig” to delikatniejszy synonim chuja. Jak u nas kij. Więc “fignia” znaczy…

Ubirajsja k ciertowoj matuszkie!

A to mój ulubiony zwrot. My posyłamy wrogów do diabła, a Rosjanie – do damskiej części jego rodziny. Istnieją wersje z matką i z babką. Dosłownie znaczy: zabieraj się do czarciej mamusi!”.

Nie ma co żdać princa s chrustalnymi jajcami!

Nasz odpowiednik tego powiedzenia to: “czekać na księcia z bajki”, tylko nieco bardziej wulgarny. Dosłownie: “czekać na księcia z kryształowymi jajami”. Podejrzewam, że może mieć związek z pantofelkiem Kopciuszka.

Babska logika rządzi!

O, i Naz przeczytała. Dziękuję. :-)

Cieszę się, że nie przyłapałaś mnie na żadnym poważniejszym byku.

No to czekam na głosowanie i opinię “fabularną”. ;-)

Babska logika rządzi!

Pomysł i fabuła całkiem ciekawe. Podobnie jak bohaterowie opowiadania. Relacje między grupką istot wzajemnie się nieznoszących, a zmuszonych do współpracy, wiarygodnie opisane. No i humor jest. Zabrakło mi tylko jakiegoś przytupu na zakończenie. Poza tym lektura zacna i przyjemna.

Dziękuję, Straferze. :-)

Miło, że coś się spodobało. Zgadza się, próbowałam sobie wyobrazić, co czują konkurenci zmuszeni do współpracy i jeszcze regularnie zamykani w niewielkim samochodzie.

Przytup na końcu. Wiem, że szału nie ma, ale pierwotne zakończenie było jeszcze gorsze.

Babska logika rządzi!

Powoli opowiadań z kolejeczki ubywa i pojawiam się u Ciebie.

Nie lubię rosyjskich klimatów, więc od razu zmarkotniałem, ale po przeczytaniu stwierdzam, że ciekawie ujęłaś powiązania i wulgaryzmy. Sensownie i zaskakująco dobrze to brzmiało. Nie powiem, kilka pomysł czytałem po raz pierwszy. Kotwice pierwsza klasa.

Co do samej treści, podobało mi się wejście. Od razu akcja, bez ględzenia, po pięciu minutach jesteś w jej środku i czekasz, co się stanie. Dalej też jest dobrze, nawet opowieść drogi, ostatnio modna ;), się pojawiła. Trochę nie pasował mi globalny zasięg czwórki bohaterów. Nie wiem dlaczego, ale “widziałem” strefy ich wpływu jako lokalne, coś, powiedzmy w granicach państwa, może nawet województwa, albo w ogóle wielkiej, jednej, aglomeracji. Antagonista za mało dla mnie rozwinięty. Wciągają bardziej wzajemne relacje bohaterów i ich przystosowanie się do nowej sytuacji, niż sama “walka z wrogiem”.

Fajne opowiadanie, masz już ten poziom, poniżej którego nie schodzisz. Zaglądam do Ciebie, bo lubię spojrzeć na dobry warsztat, ale coś czuję, że Nagrody Wojownika v.2 to się już nie doczekam.

Pozdrowionka.

 

Dziękuję, Darconie, miło, że zajrzałeś. :-)

No, jeśli miałam rosyjskiego gangstera, to trudno, żeby wyrażał się jak znawca Tołstoja. ;-)

Mam nadzieję, że pomysły oryginalne, w końcu sama je powymyślałam.

Ja też nie przepadam za opisami przyrody na wstępie, za infodumpami. Lubię to, co robi Dukaj – rzuca czytelnika na głęboką wodę i trzeba sobie radzić. Kluczowe pojęcia potrafi wyjaśnić dopiero w połowie książki.

Opowieść drogi wynikała z fabuły, jaką udało mi się wykombinować dla takich półboskich bohaterów. Bo przecież zabić się nie mogą, a jakieś problemy muszą mieć. ;-)

Zasięg. W dobie globalizacji… Zdaje się, że o znikającym autostopowiczu to jakiś film nakręcili. Czarna Wołga już chyba jest bardziej ograniczona. Ale skoro legenda krążyła u nas, to i pewnie w innych krajach socjalistycznych mogła się pojawić. I tak dalej… Ale to europejskie legendy i w tę stronę próbują uciekać.

Nie będę polemizować, że antagoniście poświęciłam bardzo mało miejsca. Internet, jaki jest, każdy widzi.

Drugiej “Nagrody” raczej nie napiszę. Ale może kiedyś uda się stworzyć coś równie zapadającego w pamięć.

I ja pozdrawiam.

Babska logika rządzi!

Pamiętam kilka Twoich opowiadań, ale wiesz, jakie sam piszę. Dlatego powtarzam się z Nagrodą. Może zbyt często, ale w dobrej wierze. :)

A czy ja narzekam? Fajnie, że “Nagroda” Ci się spodobała. Nie liczę na to, że każdy mój tekst przypadnie do gustu każdemu. Toż to niemożliwe.

Babska logika rządzi!

Wszystkim nie, ale coś dla Jurka możesz napisać. ;)

Dla Jurka konkursowego to pewnie napiszę. Zbyt ciekawy konkurs, żeby nie. ;-)

Babska logika rządzi!

To Twój pierwszy tekst, jaki czytałam, ale opowiadanie zachęciło mnie do sięgnięcia po kolejne. Ciekawe językowo i stylistycznie, dobrze się dzięki temu czytało. Fabularnie jest trochę, jak na mój własny gust, momentami niejasne: żeby się połapać w tym, kto jest kim, musiałam do pewnych fragmentów wracać. W sumie najbardziej to bym chciała ciąg dalszy, zasugerowany w finale :)

ninedin.home.blog

Dziękuję, Ninedin. :-)

Miło mi, że tekst się spodobał. Oczywiście, zapraszam do innych tekstów. Jest z czego wybierać. ;-)

No, już miałam sygnały, że zbyt wiele postaci naraz wprowadzam, ale wydawało mi się, że wyjaśniam, kto jest kim i jakie ma cechy.

Ciąg dalszy, powiadasz? Ciężko będzie, bo mam alergię na romansidła.

Babska logika rządzi!

Ten ciąg dalszy wyobraziłam sobie raczej w tak “romansowym” tonie, jak motywy powiedzmy-miłosne u Tarantino :D. A mówiąc poważnie, właśnie czytałam (i komentowałam) kolejne teksty – podoba mi się Twoje pisanie.

ninedin.home.blog

Nie oglądam filmów, więc porównanie niezbyt wiele mi mówi (to, że w ogóle kojarzę nazwisko, to jakiś cud ;-) ), ale domyślam się, że facet nie kręci kolejnych odcinków seriali o kucykach.

Bardzo mi miło, że styl przypadł do gustu. :-) Widziałam i na wszystkie komentarze odpowiadałam w miarę na bieżąco. Dzięki. :-)

Jeśli już myślę o dalszej eksploatacji tego świata, to raczej wrzuciłabym na warsztat Haakona. On stwarza nieograniczone możliwości. Tylko research musiałby być morderczy…

Babska logika rządzi!

Ponieważ obiecałam wypowiedź o brzytwie Lema, to ją wrzucam. Od razu się zastrzegam, że to nie moje klimaty, ale opowiadanie jest bardzo sprawnie napisane, ale świat jest na tyle mało odmienny od naszego, że za pierwszym czytaniem dostrzegłam w nim głównie opowieść o wojnie gangów, dopiero za drugim zauważyłam gadżety wskazujące na nieco inne realia. I w kontekście Twoich własnych uwag o brzytwie Lema mam wrażenie, że mogłabyś nią spokojnie wyciąć nimi własne opowiadanie, które doskonale obroniłoby się jako opowieść o rywalizacji o uran, rzadki minerał niezbędny do produkcji podzespołów czy też cokolwiek, co może powodować takie konflikty. Bo np. wędrujący tatuaż jest wyłącznie gadżetem, całkiem fajnym, ale dla fabuły nieistotnym – raczej tworzącym świat. Przyjmowanie osobowości – wiem, że twierdzisz, że nie oglądasz filmów, ale ponieważ na szczęście nie żyjemy w świecie twojego solipsyzmu, one nie przestają od tego istnieć – to w sumie tylko krok dalej niż “Memento” Nolana. Nie mówiąc już o tym, że realnym przestępcom udawało się przyjmować wiele osobowości bez pomocy technologii, więc to mógłby być sztafaż dla zmylenia przeciwnika.

I tu dochodzimy do fetyszyzacji brzytwy Lema – jeśli potraktować ją radykalnie, to większość literatury fantastycznej można nią wyciąć i przerobić na realistyczną. Czyli chyba jednak musimy przyjąć wersję słabszą: jeśli dla kreacji świata kluczowy jest element fantastyczny plus występują gadżety tworzące ten świat, który jest jednym z “bohaterów” tekstu, to jednak fantastyka jest. Jeśli gangi walczą o coś, co do realnego świata nie należy – fantastyka; jeśli bohater uzyskuje coś dzięki nadprzyrodzonej sile lub magii – fantastyka. Nawet jeśli dałoby się to wszystko przepisać na realistyczne bez szkody dla fabuły. Zauważ, że prawie nikt nie ma zastrzeżeń do fantastyczności tekstów (nie mówię o tym forum, ale w ogóle), które dzieją się w “innym” świecie w sensie świata fantasy, z powymyślanymi mapami, krajami, nacjami i nazwami, nawet jeśli taki świat jest poza tym naszym światem z jego problemami, okraszonymi dającą się łatwo z tego wyjąć magią. Setting wystarcza, może co najwyżej być nudny i przewidywalny.

http://altronapoleone.home.blog

„Amerykańscy bogowie”, ale po finklowemu – czyli tak na wesoło, z dystansem, a nie na poważnie. Gruchot kojarzył mi się bardziej ze Złomkiem z „Aut” niż ze złowrogą czarną wołgą z dzieciństwa, a Haakon z kapitanem Hakiem, dlatego scena morderstwa wywołała spory dysonans i opowiadanie od tego momentu jakoś rozjechało mi się emocjonalnie.

Technicznie super – jest flow w opowieści, podobały mi się podrzucane w tekście wcześniej sugestie (okulary Wołodii, rodząca się chemia między Suką i Gówniarzem). Wstawki po rosyjsku fajniejsze nawet niż te śląskie w NF-owym tekście. Bardzo fajny akapit zaczynający się od słów „A krajobrazy podsycały je bezustannie”. Tożsamości Sekai nie rozgryzłem, ale to nie przeszkadza, bo nie wszystkie legendy trzeba znać.

Zazgrzytało pospieszne zakończenie (limit?) – wcześniej Siata zapowiadał wdrożenie jakiegoś właściwego planu B i ten pomysł umarł w opowieści. Skutki projektu „Czerwony Pokój” opisałaś w jednym zdaniu epilogu – widać ten pośpiech. Zgubiłaś też na syberyjskich bezdrożach dwójkę Wołodia/Haakon.

Dziękuję nowym Czytelnikom. :-)

 

Drakaino, będę pyskować.

Tak, to jest wojna o rzadkie dobro. Ale nie gangów. Tylko Gruchot i Świr są gangsterami. I many nie dałoby się tak łatwo zastąpić uranem. Siata może niepostrzeżenie pobierać swoją “opłatę” od historyjek rozpowszechnianych przez Internet i dowolnie manipulować danymi. Z wydobyciem uranu już by tego nie zrobił – musiałby gdzieś pojawić się fizycznie, wysłać tam ludzi, którzy zabiorą skrzynki. Przestać być wyłącznie Internetem i informacją.

Owszem, ruchomy tatuaż jest nieistotny dla fabuły. Tak samo jak przekształcanie szpilek w kalosze siłą woli. Ale zamiana w samochód, w psa, podrzucanie wirusa do samochodów – już tak. Będę się upierać, że bez tych elementów fabuła zmieniłaby się nie do poznania.

Wiem, że filmy istnieją. Nie neguję tego. Ale uprzedzam, że masz marne szanse na wyjaśnienie mi czegoś przy pomocy filmowych odwołań. Nie wiem, o czym jest “Memento”. Mogę pogadać o “Seksmisji”. ;-)

Realni przestępcy mogą przyjmować różne tożsamości, zgoda. Ale genialny haker nie zmieni się nagle w świetnego księgowego. Albo w Newtona. A mój Haakon to potrafi.

Rozróżnijmy jeszcze ogólną ocenę opowiadania i konkursową. W zasadach konkursu jest brzytwa Lema. Rozumiem ją po swojemu, może nieortodoksyjnie albo w jakiś inaczej niewłaściwy sposób. Nie wiem. Ale nie będę zmieniać tej definicji w połowie konkursu, kiedy już kilkadziesiąt tekstów zdążyłam przeczytać i ocenić.

 

Coboldzie, nawet nie myślałam o “Amerykańskich bogach”, ale nie jesteś pierwszym człowiekiem używającym tego porównania. Że na wesoło? Ech, cokolwiek bym nie pisała, wyjdzie śmiesznie. Sekai musiała być zabawna, nawet na siłę, ale reszta to już jakoś sama podstępnie wlazła…

Coś w tym jest – scenę z zabójstwem dopisałam później, po uwagach bet, że jest śmiesznie. Chciałam dołożyć nieco powagi. Możliwe, że wyszedł dysonans.

Złomka oczywiście nie znam. :-) Tak, Kapitan Hak należał do inspiracji.

No, nie bez powodu Rosjanie uważają swoje bluzgi za bogate. Gdzie tam angielskim shitom i fuckom do tej finezji i bogactwa odczuć. ;-)

Nie jestem pewna, czy historyjka Sekai należy do miejskich legend. Ja byłam przekonana, że tak (co więcej, to była jedyna bohaterka, którą wymyśliłam wyłącznie na podstawie własnej wiedzy, reszta jest z researchowej łapanki), ale nie bardzo mogę ją znaleźć na różnych listach najpopularniejszych legend.

Skrótowe zakończenie to nie tyle limit (dałoby się coś po drodze wyciąć), co moja niechęć do romansideł. No, przecież nie będę opisywać randki Siaty i Luby. ;-)

Wołodia i Haakon już nic istotnego dla opowieści nie robią. Owszem, rozprzestrzeniają legendę o Czerwonym Pokoju w Rosji, ale to nie może zbytnio zaszkodzić Siacie. Ot, taki katar – psuje samopoczucie, odrobinkę osłabia, ale żadnego zagrożenia dla życia. Natomiast Lubow… Ona ma siłę. Tak mówią. ;-)

Babska logika rządzi!

Początek bardzo mi się spodobał, dużo niecodziennych osobników, jest trochę dziwnie. Fajne pomysły z rynkiem many i kotwicami. Ale gdzieś tak w Chinach moje zainteresowanie zaczęło spadać i osiągnęło średni poziom, pozostając takie do samego zakończenia. Bo jest sobie ten konflikt triumwiratu z Siatą, ale wszystko wyszło takie pośrednie, podjazdowe. Legendy chowają się przed satelitami, pojawia się ciekawy plan ze spreparowaniem Czerwonego Pokoju, tylko, że tu też zabrakło mi jakiejś kulminacji.

Napisane, jak to u Ciebie, lekko i przyjemnie. I dowiedziałem się, co to jest model Stackelberga. :)

 

„Często słyszymy, że matematyka sprowadza się głównie do «dowodzenia twierdzeń». Czy praca pisarza sprowadza się głównie do «pisania zdań»?” Gian-Carlo Rota

Dziękuję, Szyszkowy. :-)

Czyli znowu nie nadaję się na prawdziwego mężczyznę, bo nie kończę dobrze. Hmmm.

Legenda o Czerwonym Pokoju naprawdę istnieje. Moi bohaterowie tylko ją wykorzystują i nieco przekształcają. No, gdyby to spektakularnie zadziałało, to szlag by trafił Internet i historia stałaby się niewiarygodna. Tak źle i tak niedobrze. :-(

Nie miałeś na studiach modelu Stackelberga? Może i nie był Ci potrzebny…

Babska logika rządzi!

Widzisz, ja nie uważam, że twoje opowiadanie nie jest fantastyczne. To była raczej zabawa intelektualna, mająca pokazać, że przy odrobinie wysiłku da się obalić fantastyczność każdego tekstu. Bo nawet jeśli weźmiemy przykład Siaty, to on może być realnym człowiekiem, który ukrywa się w internecie i pobiera opłaty wyłącznie w sieci… I wtedy wojna czy rywalizacja może być o absolutnie cokolwiek, od bitcoinów poczynając. To jest do zrealizowania przez fizycznego człowieka, nie ruszającego się ze swojego gabinetu, ba, nawet np. sparaliżowanego. Oglądałam ostatnio dokument o chłopaku bez rąk i nóg, który doskonale radzi sobie z komputerem i właśnie studiuje informatykę. Obecne możliwości nie są już tak bardzo daleko od tego, co może Siata. Co więcej, nie chodziło mi o wydobycie uranu, ale o handel uranem – żeby na tym zarabiać nie musisz nigdzie fizycznie się ruszać.

I mimo że jak już wielokrotnie to podkreśliłaś, nie oglądasz filmów, to jednak czasem warto. Np. Catch Me If You Can. Na faktach. O genialnym przestępcy, który idealnie wcielał się w różne osoby. Cały numer polega na tym, że są ludzie, którzy to potrafią.

I żeby było jasne: nie zamierzałam z początku negować fantastyczności twojego opowiadania, bo nie uważam go za niefantastyczne, ale stosując mocną wersję brzytwy wobec innych tekstów, sama mnie sprowokowałaś do tego, żeby się tak zabawić….

http://altronapoleone.home.blog

Aha. OK, można Siatę zastąpić genialnym hakerem. I z prowizji handlowych łatwiej sobie kawałek odciąć niż od fizycznego uranu.

Wartość filmów. No, może i niektóre są w porządku. Tylko jak je rozpoznać? Ocenom ogółu nauczyłam się nie ufać. Zbyt rzadko hasło “zobaczysz, będziesz zachwycona” się sprawdza. Jednak wolę w tym czasie poczytać książkę. Jesteście z Ninedin nowe, to uprzedzam. ;-)

Wierzę, że można się wcielać. Tak jak dobry aktor potrafi zagrać Newtona. Ale rzadko kto jest w stanie opracować teorię grawitacji, prawa dynamiki i takie tam. ;-)

Cieszę się, że jednak mój tekst jest fantastyczny. A przynajmniej nie jest niefantastyczny. ;-)

Babska logika rządzi!

@Finkla: od tej pory w rozmowach z Tobą, w razie potrzeby, będę się wobec tego odwoływać do przykładów literackich, nie filmowych, będzie się łatwiej porozumieć – bo zakładam, że tego dotyczy uprzedzenie? :)

ninedin.home.blog

I o to chodzi. :-)

O filmach sobie ze mną nie pogadasz, szkoda języka strzępić na próby.

Babska logika rządzi!

Finkla, przyznaj się, że oglądałaś "Seksmisję" ;)

"Fajne, a nawet jakby nie było fajne to i tak poszedłbym nominować, bo Drakaina powiedziała, że fajne". - MaSkrol

Do “Seksmisji” się przyznaję. Jeszcze do kilku innych filmów, zazwyczaj sprzed kilkunastu lat. ;-)

Babska logika rządzi!

Napisane po “finklowsku”, fajny pomysł, dobre wykonanie, nawet mnie wciągnęło, chociaż momentami odczuwałem znużenie, szczególnie w drugiej połowie tekstu. Całościowo jednak wychodzi na plus :)

Przede mną ugnie się każdy smok, bo w moich żyłach pomarańczowy sok!

Dziękuję, Soku. :-)

Finklom trudno uciec od finklowskiego pisania. ;-)

Dobrze, że ogólnie plusy przeważają.

Babska logika rządzi!

Zwalnia jeszcze przed połową. Nie jak stara lokomotywa, rupieć, ale jak obładowany złotymi zastawami,  jajkami Fabergé , samowarami i słojami z przednimi konfiturami, ekspres, którym Car mógłby wybrać się do swojej daczy. Nie wiem, czy to robił. Wiem, że ja bym tak robił, gdybym był Carem.

 

Nie będę powtarzał przedpiśców. Chciałem tylko dorzucić łyżkę konfitur do tej imprezy ; D

Dziękuję, Marlowie. :-)

Cóż, gdybym ja była carem, poprosiłabym inżynierów o silnik wystarczająco mocny, żeby mógł uciągnąć wszystkie moje skarby niezbędne w podróży. ;-/

Konfitury z radością przyjmuję. Ummm, takie, jakie lubię, kwaskowe. ;-)

Miło, że zajrzałeś.

Babska logika rządzi!

Nie moje klimaty, ale… szacun :)

Jak tylko spiszę jakiś konkretny komentarz to go wrzucę. Ach te terminy, człowiek nie daje rady, musi się ratować “nogą w drzwiach” ;)

 

Czwartkowy Dyżurny

Dziękuję, Blacktomie. :-)

Fajnie, że szacun. OK, przytrzymam dla Ciebie otwarte drzwi, żeby Ci nogi nie przycięły. Wracaj z bardziej rozbudowanym komciem, jak się obrobisz. ;-)

Babska logika rządzi!

Tym razem zaliczam się to tych nielicznych, którym nie podeszło. Może to kwestia późnej godziny nocnej (komentarz jest zaległy), a może jeszcze czegoś innego. Trochę chwilami gubiłem się w imionach, ksywkach i ich alternatywnych wersjach. W każdym razie skoro wiele jest głosów zachwytu, to nie należy niczego zmieniać. Wszystkich nie zadowolisz, a grupa usatysfakcjonowanych czytelników jest spora.

Co ciekawe, na drugi dzień nakreśliłem znajomej zarys fabuły i stwierdziła: “Fajne to!”. (Ale czytać łobuz nie chciał).

Następnym razem spróbuję podejść do Twojego opowiadania o bardziej ludzkiej godzinie. ;-)

Powodzenia w konkursie.

Dziękuję, Teofilu. :-)

No, nie podeszło, to trudno. Wcale nie jesteś w tym taki odosobniony. ;-/

Już bety się skarżyły na zamieszanie z ksywkami, ale dołożyłam wyjaśnień i wydawało mi się, że powinno wystarczyć. Podobno przy czwartym czytaniu nie ma już żadnych problemów. ;-)

Jeśli jeszcze masz ochotę na następny raz, to zapraszam. :-)

Babska logika rządzi!

A mi podeszło.

Początek rzuca na głęboką wodę, ale szybko zacząłem się jakoś odnajdywać. Dobrze, że nie wprowadziłaś wszystkich bohaterów naraz, bo to mogłoby się źle skończyć. Jak już się połapałem w bohaterach, to mi się spodobało. Pomysł na kotwice – przedni. Podobnie z samymi legendami, fajnie balansowałaś na granicy tego, co znane, i tego, co Twoje. Dodatkowy plus za motywy współczesne, związane z Internetem. Dla mnie połączenie Internetu i fantasy to wciąż świeżość. 

Całość utrzymana jest w Finklowym duchu. Sorry Winnetou, od tego już chyba nie uciekniesz ;) Ale nie wiem, po co miałabyś uciekać. Lepiej dopracować do perfekcji. Fajną obserwację miał Jeroh; dodam jeszcze, że czasem nadmiar synonimów prowadzi do powtórzeń na poziomie znaczeń. Ogólnie trzymasz fajny rytm narracji, urozmaicasz ją o ciekawe szczegóły; dbasz, żeby było barwnie. 

Bardzo spodobało mi się, jak triumwirat zabrał się do “robienia” Czerwonego Pokoju.

Właściwie moim jedynym większym zastrzeżeniem jest to, że niepotrzebnie rozciągnęłaś podróż, szczególnie na etapie bezsamochodowym. Mogłaś to pominąć i zamiast tego rozpisać zakończenie. A teraz wygląda trochę tak, jakbyś miała tekst na 70k, po czym zamiast ciachać w środku, streściła nadmiarowe 10k w paru zdaniach. 

Mimo to lektura dostarczyła mi sporej satysfakcji. Czytałem z zaciekawieniem, spodobali mi się bohaterowie (dobrze wyszło z tymi przekleństwami po rosyjsku!), a pomysły mnie urzekły. 

Jestem na TAK, czyli :)

 

PS Nie wierzyłem, że nie ma drogi z Chin do Rosji na tym kawałku, który opisujesz, a tu spojrzenie w Google Maps i zdziwienie…

Szacun za rzetelny research geograficzny ;)

https://www.facebook.com/matkowski.krzysztof/

Dzięki, Fun. :-)

Cieszę się, że podeszło.

Starałam się bohaterów wprowadzać stopniowo. Przy czwórce naraz zrobiłby się zbyt duży mętlik. I tak wielu Czytelników narzekało.

Kotwice. Gdybym po prostu wysłała ich do Chin samolotem, to byłoby jakoś dziwne. Nie pasowało mi to do nich. A skoro powiedziało się “a”, to trzeba było później wykombinować powód, żeby bohaterowie się ich pozbyli i nie mogli wrócić. A jak już miałam wykombinowane kotwice, to później jakoś same zaczęły prosić, żeby Sekai je przeniosła przez granicę. I tak to szło… ;-)

Od Finklowego ducha uciekać chyba nie będę. Ale jakichś wycieczek, na przykład w stronę Emocjonowa Górnego, to chętnie bym spróbowała. ;-)

O uwagach Jeroha pamiętam. Ale że tak powtórzenia puszczać? I tak będzie lepiej? <kręci z niedowierzaniem głową>

Legenda o Czerwonym Pokoju istnieje. Tylko trochę ją do spółki z triumwirami poprawiłam na potrzeby opowieści. Tak, tak, połączenie fantasy i Internetu nie jest takie nowe, jak się wydaje.

Bezsamochodowa podróż. Wydawało mi się, że pokazanie stosunku miejskich legend do dzikich gór będzie ciekawe. Na pewno ciekawsze niż “żyli długo (w końcu są w zasadzie nieśmiertelni, więc jakże by inaczej?) i szczęśliwie (czemu nie? Sympatyczni ludzie, okoliczności ich zbliżyły) i mieli dużo dzieci (całe jedno). Nadal upieram się, że opisywanie czegoś takiego to dopiero nudna porażka. Pierwotnie tekst kończył się dużo wcześniej, ale taki finisz był do luftu, więc dopisałam kawałek. Nic nie cięłam.

Przekleństwa. Pamiętam, pod jednym tekstem pisałeś, że Ty byś to ujął dużo ostrzej. No, nie lubię zaśmiecać języka ojczystego. Ale trudno mi wyobrazić sobie gangstera który mówi “motyla noga”, kiedy się wkurzy. A skoro i tak Wołodia musiał być Rosjaninem… Stanęło na (nie)sławnym russkom macie.

Droga przez granicę. Wiesz, tam są góry, dość wysokie. U nas też chyba żadna szosa nie prowadzi przez Tatry na południe.

Czyżby ktoś tu mnie małpował? ;-) A małpuj sobie, dobrze wiedzieć, że już nie przegram do zera. :-)

Babska logika rządzi!

Podobało mi się. Czy pomysł na legendy w Twoim wydaniu jest oryginalny? Średnio. Czy pomysł zrobienia legendy z internetu jest oryginalny? Już bardziej. Czy pomysł na walkę inną legendą nest oryginalny? Nie do końca, ale wykorzystałaś go we w miarę oryginalny sposób. Czy fabuła “Nowego gracza na rynku many” jest oryginalna? Hmm… Niezła, ale bardziej ujęły mnie iskrzące relacje pomiędzy bohaterami. Sama historia jakoś w pamięć chyba nie zapadnie. 

Czy byłaś w opisywanych przez siebie lokacjach? Takie odniosłem wrażenie, ponieważ opisałaś je bardzo realistycznie, co zrobiło na mnie wrażenie. Opowiadanie jest jak zwykle świetnie napisane, ale nad tym nie będę się rozwodził,  bo piszę to pod każdym Twoim tekstem.

Pozdrawiam!

https://www.facebook.com/Bridge-to-the-Neverland-239233060209763/

Dziękuję, Pietrku. :-)

Miło, że się podobało.

Średnio oryginalnie? Hmm, liczyłam na więcej, ale nie można mieć wszystkiego.

Relacje między bohaterami to dla mnie raczej coś pobocznego, ale nie zamierzam Ci dyktować, co ma Ci się podobać. ;-)

Nie, nigdy nie byłam w Chinach. Mój kumpel był jakiś czas temu w Szanghaju, pokazywał zdjęcia. Przy opisach wykorzystałam garść szczegółów z mongolskiego hotelu, w którym kiedyś mieszkałam. Ale z bambusami splatanymi w ideogramy ściemniałam – widziałam tylko konstrukcje geometryczne – warkoczyki i okrągłą klateczkę z ukośnymi pręcikami.

No, teraz już nie wypada pisać niepoprawnie. Jak człowiek raz pokaże, że robi mało błędów… ;-)

Babska logika rządzi!

Jeśli nie byłaś, to podwójne gratulacje za opisy. A, i zapomniałem jeszcze o rosyjskim. Podobały mi się te nienachalne wstawki. Lubię, kiedy mogę się dowiedzieć czegoś z lektury.

https://www.facebook.com/Bridge-to-the-Neverland-239233060209763/

Miło mi. :-) Jakby co, to uprzedzam, że w rosyjskim jest jeszcze mnóstwo przyzwoitych słów. ;-)

Babska logika rządzi!

Tak, zauważyłem przy lekturze Pilipiuka ;)

https://www.facebook.com/Bridge-to-the-Neverland-239233060209763/

To jeszcze ciągle nie jest pełne spektrum. ;-)

Babska logika rządzi!

Domyślam się. Pewnie Rosjanie mają tak szeroki zasób wulgaryzmów jak Polacy?

https://www.facebook.com/Bridge-to-the-Neverland-239233060209763/

Tak na oko – porównywalny. Mają “jebać”, ale chyba nie mają odpowiednika “pierdolić”.

Babska logika rządzi!

Czyli chyba od Polaków nie ma lepszych w wulgaryzmach…

https://www.facebook.com/Bridge-to-the-Neverland-239233060209763/

Tego nie wiem. Za to mają “gowno” i “dermo”. I całą rodzinę pochodnych od “pizdy”. A my tylko jedno skromne “piździć”… “Żopoliz” wydaje się świadczyć o pewnej fantazji. ;-) Nie podejmuję się odpowiedzieć, kto ma bogatsze słownictwo.

Babska logika rządzi!

Ale że tak powtórzenia puszczać? I tak będzie lepiej? <kręci z niedowierzaniem głową>

Poczytaj sobie Twardocha ;) Zasada unikania powtórzeń jest jedną z tych zasad, które sprawny pisarz może łamać, by osiągnąć ciekawy efekt. 

Przekleństwa. Pamiętam, pod jednym tekstem pisałeś, że Ty byś to ujął dużo ostrzej. No, nie lubię zaśmiecać języka ojczystego. Ale trudno mi wyobrazić sobie gangstera który mówi “motyla noga”, kiedy się wkurzy. A skoro i tak Wołodia musiał być Rosjaninem… Stanęło na (nie)sławnym russkom macie.

Metoda Tolkiena? On wymyślał przekleństwa w języku orków. 

Dla mnie delikatne przekleństwa to często mocny zgrzyt, który w sumie widuję tylko w starych książkach i opowiadaniach amatorów. 

https://www.facebook.com/matkowski.krzysztof/

Czytałam. Powtórzenia, powtórzenia, powtórzenia… Powtarzanie słów, powtarzanie zdań, powtarzanie w kółko tych samych informacji. Zrozumiałam za pierwszym razem, więc wszystkie pozostałe to była masakra. Nie, dziękuję, to nie dla mnie.

Za leniwa jestem na Tolkiena. Wzięłam gotowe. :-)

Babska logika rządzi!

Wracam z komentarzem piórkowym.

Wahałem się.

Warsztat i ogólny pomysł są bez zarzutu – jak to u Ciebie :) Problem miałem, bo po tylu innych tekstach muszę przyznać, że nic nie zapamiętałem poza początkiem i końcem. Bo wejście masz mocne, końcówkę, choć z lekka pospieszną, także. Ale kurcze środek… Pamiętam Chiny, pamiętam podróż i coś o Czerwonym Pokoju. Musiałem więc sobie to powtórzyć.

I po powtórce nadal mam te same problemy, co poprzednio – że środek niepotrzebnie przeciąga i nuży. Ale zarazem technicznie nie mogę mu nic zarzucić.

Więc siedzę i się waham. Technicznie – okej. Fabularnie – no, czegoś brakuje. Z tego powodu niestety muszę dać NIE. Było blisko, ale niestety nie teraz.

Won't somebody tell me, answer if you can; I want someone to tell me, what is the soul of a man?

OK, dziękuję NoWhereManie. :-)

Może następnym razem. Dam jeszcze Loży szansę. ;-)

Najważniejsze zapamiętałeś. ;-)

Chiny to duży kraj jest, podróż musi trochę trwać.

Babska logika rządzi!

Sorry, W…, Finklo, ale nie mogę uczciwie kliknąć TAK-a. Upłynęło trochę czasu odkąd przeczytałem i ciągle mam wrażenie niespójności klimatu i zachwianej kompozycji. Płynna narracja, pomysły i żywy język nie są ich w stanie przeważyć. Dlatego również muszę Cię prosić o kolejną szansę ;)

Dzięki, Coboldzie. :-)

No trudno, nie będę Cię zmuszać do nieuczciwego zachowania. Ale jak dorwę w realu… ;-)

Dam Wam jeszcze kolejne szanse, spoko… Przez weekend nie miałam netu, to napisałam pół tekstu na Cyberpunk. Ale nawet nie liczę na nominację, to nie ten kaliber.

Babska logika rządzi!

Y!

 

Ogólne wrażenie zdecydowanie pozytywne, szczególnie po niejasnym i raczej niezbyt obiecującym początku, który trochę mnie nastraszył – jacyś tani gangsta, suki, gówniaki – ale czy jest to opowieść wzbudzająca konieczny w tej robocie zachwyt?

No cóż, niekoniecznie.

Z jednej strony mamy tu naprawdę fajną historię drogi zakotwiczoną w ciekawym i niezwykle oryginalnym pomyśle na legendę – a raczej legendy – lecz z drugiej strony mamy taki sobie humor (szczególnie niektóre pyskówki mi nie siadły), mocno rozczarowujący finał i trochę dłużyzn, które spokojnie można by ciachnąć. Niekoniecznie, że trzeba, ale można by.

Z Twoich bohaterów rozpoznałem tylko Człowieka-Wołgę i Znikającego Autostopowicza (czemu jednak ma on odpowiadać za humor, to nie wiem), przez co pewnie nieco smaczku mi umknęło z opowieści, ale to się już mówi trudno. Polubiłem natomiast tak naprawdę chyba tylko tego drugiego. Suka w sumie sympatyczna, ale ani mnie grzała (ech… ;), ani ziębiła. Natomiast gangsterska brać, w sumie, to głównie irytowała (choć też mieli swoje momenty).

Niemniej za pomysł i tak, generalnie, szacuneczek.

Kolejny plus za, standardowo, sprawny język i lekkie piórko – lektura czytnęła się sama.

Gorzej, że zakończenie zupełnie, ale to zupełnie nijakie. Po kilkudziesięciu kilogramach wleczenia się przez Chiny – a właśnie: dodatkowy punkcik za orientalny klimat – i rozsiewania propagandy, w wielkim finale dostajemy… no w sumie, to nic nie dostajemy. A apetyt na jakąś fajną konfrontację i rozpierduchę był ogromny. I to jest chyba największy minus tego tekstu. Wiem, że limit i tak dalej, ale spokojnie można by wyciąć kilka zbędnych pyskówek i z pozyskanym miejscem zrobić coś, dla czego warto byłoby telepać się starym, nomen omen, gruchotem, przez całe Państwo Środka. A tymczasem okazuje się, że w literaturze, jak w życiu, sama podróż była o niebo nad Hawajami przyjemniejsza niżli tej podróży ostateczny cel.

 

Peace!

 

"Zakochać się, mieć dwie lewe ręce, nie robić w życiu nic, czasem pisać wiersze." /FNS – Supermarket/

Dzięki, Cieniu. :-)

A możesz powiedzieć, co uważasz za dłużyzny? Bo pyskówki, zasadniczo, były mi potrzebne, żeby pokazać, że Sukę wkurzają gangsterzy (z wzajemnością) i może liczyć wyłącznie na Runara. Sojusz między nimi jakoś sam się zawiązuje pod wpływem okoliczności.

Eeee, Autostopowicz ma odpowiadać za tajemnicę. Od humoru jest Suka – sama przyznaje w rozmowie telefonicznej, że to jej działka i to ona bez przerwy rzuca żarcikami.

Haakon – to legenda miejska o psychopacie/ seryjnym mordercy z hakiem zamiast ręki, który uciekł ze szpitala wariatów.

Sekai – nie jestem pewna, czy ta historia jest oficjalnie uznawana za legendę. Ale kiedy wymyślałam fabułę, byłam święcie przekonana, że tak. To o gościu, który ma się opiekować psem, ale mocno zaniedbuje obowiązki.

Uważasz, że zakończenie jest nijakie? Ciesz się, że nie czytałeś pierwotnego – po prostu ucieczka z Chin kończyła się sukcesem i tyle. Nie mogłam zabić bohaterów, bo są z grubsza nieśmiertelni. Nie mogłam wykończyć Siaty, bo to by było niewiarygodne – toż Internet działa, każdy widzi… Nie miałam wielu opcji. Lepsiejszej do dzisiaj nie wymyśliłam.

Babska logika rządzi!

Docieram i tutaj, niczym do finałowego bossa w tym kwietniowym maratonie. I warto było, bo kto by się spodziewał, że zobaczę u Finkli serialowe odniesienie. :p

Całkiem mi się podobało. Leciutko napisane. Postaci stworzyłaś interesujące, każda jest inna, każda ma swój charakterek, swoje wady, natręctwa, przyzwyczajenia, przez co zapadają w pamięć, nie mieszają ze sobą i paradoksalnie dają się polubić, choć pokazujesz każdego raczej w negatywnym świetle. Jedyny zarzut mam tutaj do Siaty, bo gdy się pojawił – wszystko spoko, chce namieszać, no ok. Ale czekałem i czekałem by poznać jakieś jego głębsze motywacje i w sumie się nie doczekałem.

Miałem obawy, że mana będzie tylko pretekstem, taką para-fantastyką, raczej elementem scenografii, który śmiało można by zamienić na przykład na narkotyki bez szkody dla fabuły, ale na szczęście wyprowadziłaś mnie z błędu. O ile dobrze zrozumiałem, to raczej paliwo, które napędzało te szalone transformacje bohaterów. (Czarna wołga <3)

Za połową tempo trochę siada. Podróż do granicy w pewnym momencie zaczyna nużyć, bo nie wnosi wiele ponad dość toporny wątek romansowy. Z kolei motyw Czerwonego Pokoju był szalenie ciekawy i rozczarowało mnie, że tak pobieżnie rozwiązałaś tę kwestię w samiutkiej końcówce. Proporcja pomiędzy tymi dwoma elementami powinna być raczej odwrócona, bo podróż, choć świetnie opisana, mało kogo raczej obchodzi, zaś wirus, jako jeden z jaśniejszych punktów opowiadania, wręcz przeciwnie.

Podsumowując, nie jest to Twój najlepszy tekst, ani opowiadanie idealne, jednak jak dla mnie plusy przeważają nad minusami. Jest sensowny motyw fantastyczny, świetni bohaterowie, dialogi-igła. Podobało mi się.

Dziękuję Jaśniepanu. ;-)

Serialowe odniesienie. Nie jestem pewna, do czego pijesz z tym serialem. Kojarzę świadome odniesienia, ale do filmów, a nie seriali. Czekaj, czekaj… Poszło o “Allo, allo”? No cóż, taka tematyka, że musiałam ździebko się przełamać i sięgnąć do popkultury. A gdzie ona występuje w czystszej postaci niż w filmach? ;-)

Mimo pojawiających zarzutów do tej czy tamtej postaci, bohaterów uważam za mocną stronę. Też łajdaków polubiłam, zwłaszcza Sekai i Runara. A Haakon ma taki potencjał, że grzech go jeszcze gdzieś nie wykorzystać…

Mana. To coś, co zapewnia im niemal boski status. Oni potrzebują many, potrzebują wiary w nich i powtarzania legend, żeby mogli istnieć. Tak, mana napędza transformacje i przekształca się w żarcie w plecaku Autostopowicza albo paliwo w baku.

Motyw Czerwonego Pokoju ciekawy, nie przeczę, ale niezupełnie mój. Wykorzystałam już istniejącą legendę – jak Czarną Wołgę i pozostałe. Wolałam rozwijać te motywy, przy których nie można mi zarzucić plagiatu. A sam wirus (to już moja modyfikacja) niewiele robi, tylko wyświetla obrazek.

Miło mi, że Ci się podobało.

Babska logika rządzi!

Odniesienie do Mr.Robota – świadome czy nie – bardzo misię. Już myślałem, że ktoś Cię siłą do krzesła przywiązał i zmusił do obejrzenia choćby paru odcinków, ale coś czuję, że to jednak wujek Google poszedł w ruch. :p

Właśnie zapomniałem zapytać, czy motyw pokoju sama wymyśliłaś, czy zapożyczyłaś. E tam, plagiat. Retelling znanych historii cieszy się przecież sporym powodzeniem, zwłaszcza ostatnio.

Eeee? Jakiego Mr.Robota? Aaaa, to tytuł filmu od hakera? Coś Ty?! Nie oglądałam. Nawet za słabo ogarniam temat, żeby zadać wujkowi sensowne pytania. To mi Portal podpowiedział w wątku z pomocą merytoryczną. :-)

Pokój zapożyczony. I nawet niewiele w nim zmieniałam, głównie dołożyłam reklamę z czerwonym tłem. No, podkręciłam elementy, które mogły sprawić, żeby ludzie porzucali Internet w panice. Obawiam się, że to za mało, żeby uznać za retelling.

Babska logika rządzi!

Mówisz, że to Suka była od humoru? Dziwne, dziwne, bo to Gówniarz był tym wiecznie uśmiechniętym (nawet, kiedy go ziomki pobili), łagodzącym spory i generalnie, pozytywnie zakręconym typem, natomiast Suka, w mojej błazeńskiej przecież opinii, nie odznaczała się jakimś wybitnym poczuciem humoru. A poza tym kto, lepiej niż kobieta, nadaje się na synonim tajemniczości?^^

 

Co do dłużyzn, to ogólnie droga; można by, na przykład, spokojnie ciachać niektóre opisy wędrówki, zwłaszcza przez góry, czy spotkanie z ruskimi trepami, i zamiast tego pocisnąć trochę w Czerwony Pokój albo – co byłoby jeszcze lepsze – w konkretniejszy finał.

Mówisz, że w tej materii nie wymyśliłaś nic lepszego, więc może trochę podpowiem: ostatnia scena z Internetem i oczojebna sugestia, że gość ma dla triumwiratu jakąś łagodniejszą propozycję. Osobiście byłem pewien, że w swoim czasie dowiem się, jaka to propozycja i byłem jej cholernie ciekaw.

 

Peace!

"Zakochać się, mieć dwie lewe ręce, nie robić w życiu nic, czasem pisać wiersze." /FNS – Supermarket/

Oj tam, oj tam. Tak strasznie go znowu nie pobili, utrzymał się na nogach. Za to na oczach kobiety, na której mu zależało i w obronie jej honoru…

Gówniarz był od tajemnic. Wiedział, że Siacie zależy na skłóceniu przeciwników, więc starał się przeciwdziałać. Zniknięcie autostopowicza z jadącego samochodu jest tajemnicze, ale co w tej legendzie śmiesznego? Pewnie, że chłopak jest pozytywny. To w końcu autostopowicz (kto by wziął na pokład antypatycznego?), turysta, wyluzowany facet…

Propozycja Siaty to nic ciekawego – że będzie im zabierał mniej niż dotychczas z legend przekazywanych przez Internet, a w zamian oni oficjalnie dopuszczą go do triumwiratu jako czwartego. Zwykłe biznesowe przepychanki. To by dopiero było nudne…

Babska logika rządzi!

Tak czy inaczej, coś poszło nie tak, skoro ja, mimo informacji z pierwszej ręki, nadal uważam, że rolę “Humoru” znacznie lepiej wkomponował się Gówniarz, który – tak swoją drogą – wcale nie jest jakoś bardziej tajemniczy niż czarna wołga bez klamek, typ z hakami zamiast rąk albo baba, która w rzeczywistości była chłopem (jeśli dobrze zrozumiałem Twój komentarz), a o której ja, powiedzmy, że entuzjasta legend miejskich, nigdy wcześniej nie słyszałem.

To, że wiedział, iż Siata zechce ekipę skłócić, też, moim zdaniem, bardziej podchodzi pod humor niż tajemnicę – bo co to za tajemnica w sumie? Humor natomiast to naturalny środek zapobiegawczy w takich chwilach.

Propozycja Siaty to nic ciekawego(…)

A czyja to wina?^^

 

Peace!

"Zakochać się, mieć dwie lewe ręce, nie robić w życiu nic, czasem pisać wiersze." /FNS – Supermarket/

Gówniarz i tajemnica. Trochę próbuje być tajemniczy, ale w ramach współpracy musi odpowiadać na pytania reszty, która niewiele kuma.

I nie tylko tajemniczy, ale jeszcze zdolny do okrywania tajemnic – laptopy i zamki w drzwiach załatwia na dotyk.

Ech, nie ma co iść na skróty z legendą Suki. No to czytaj:

Facet ma pod nieobecność prawdziwych opiekunów zadbać o psa. Doga, powiedzmy. Na działce albo w domku z ogródkiem. Zajmował się już tym wcześniej, ma świadomość, że dog nie cierpi małego zwierzaka sąsiadów (królik, mały piesek – różnie słyszałam). Ale pogoda kiepska, więc facet rozgrzewa się trunkami. Potem, nieźle narąbany, zamiast iść z dogiem na spacer, po prostu go wypuszcza. Pies znika na długo, wreszcie pod wieczór wraca z truchłem zwierzaczka w pysku. Truchło jest w złym stanie. Facet momentalnie trzeźwieje, zaczyna bać się konsekwencji (pozew sąsiadów, te rzeczy). W celu ich uniknięcia postanawia udać, że maluch zdechł śmiercią naturalną we własnym legowisku. Przez pół nocy czyści mu futro i w ogóle doprowadza do eleganckiego wyglądu. Drugie pół włamuje się do sąsiadów, żeby podrzucić zwierzaczka. Wreszcie ledwo żywy wali się spać. Wkrótce po przebudzeniu spotyka bladego sąsiada, a ten opowiada, jak to w zeszłym tygodniu pochowali ukochaną Miziunię pod lasem, a dzisiaj rano wstaje, patrzy – a ona leży we własnej budzie/ klatce jak żywa!

Suka jest tym zwierzątkiem.

A czyja to wina?^^

Internetu! Bo sam z siebie nic ciekawego nie wymyśli. To tylko ogromna ilość zer i jedynek. ;-)

Babska logika rządzi!

Świetnie napisane, Finklo. Takie bardzo “twoje”. Tak naturalnie ci to przychodzi, że czułam się, jakbym czytała powieść :) Ta powieściowość jest komplementem do stylu, ale niestety już nie do fabuły, bo nie czułam w tym opowiadania. Dłużyło mi się od drugiej połowy, bo wydawało mi się, że opko nie zmierza do końca.

Ale to dopiero od drugiej połowy, bo ta pierwsza jest po prostu rewelacyjna. Znakomicie zarysowani bohaterowie (choć trochę mi się na początku mylili), szczególnie Sekai. Mocno oryginalny świat.

No więc do połowy byłam pod ogromnym wrażeniem i już myślałam, że znalazłam konkursowego faworyta. Niestety potem podobało mi się już mniej, ale jedynie pod względem fabuły, bo styl trzymał klasę.

Powodzenia w konkursie! :D

Nie wysyłaj krasnoluda do roboty dla elfa!

Dziękuję, Lano. :-)

Dobrze, że chociaż pierwsza połowa całkiem dobra. I że styl daje radę.

Nie jesteś, niestety, osamotniona w tym krytykowaniu spowolnienia. Uwagi o “finklowości” tekstu też były. Tak, to ja napisałam. ;-)

Edytka: Ha! Napisałaś komentarz #300. Coś długo nikt nie mógł się na to odważyć. ;-)

Babska logika rządzi!

To Siata naprawdę myślał, że informacją pokona humor, strach i tajemnicę? ;)

 

Warsztatowo bez zarzutu. Dopracowane postacie, dobre dialogi, mocny początek. Relacje między bohaterami też dobrze zarysowane. Co prawda pod koniec fabuła nieco się rozmyła, napięcie spadło podczas mozolnej wędrówki przez Chiny, ale summa summarum bardzo dobrze mi się to czytało.

 

Szkoda, że nie wyciągnęłaś z tego tematu nieco więcej, koncentrując się bardziej na postaciach niż na tym, co reprezentują. Ja akurat lubię grę znaczeń i doszukiwanie się drugiego, piątego i ósmego dna, więc trochę mi tego brakowało.

The only excuse for making a useless thing is that one admires it intensely. All art is quite useless. (Oscar Wilde)

Dziękuję, Mirabell. :-)

A czemu nie miałby tak myśleć? Ludzie są skłonni sporo płacić za informację. Więcej niż za bilet na horror czy do zamku duchów. ;-)

Taak, wiele osób twierdzi, że wędrówka trwa zbyt długo. Pewnie mają rację. Ale co zrobić, to spory kraj.

Babska logika rządzi!

Jak tak postawić sprawę, to rzeczywiście. Mnie chodzi o to, że moim zdaniem ludzie niespecjalnie cenią rzetelne informacje, przynajmniej większość ludzi. W samym internecie lepiej rozpowszechniają się właśnie legendy niż konkrety. Jak się wygrywa wybory np, bo przecież nie programem opartym na rzetelnych wyliczeniach? Ośmieszaniem przeciwnika, graniem na strachu i wściekłości, licytowaniem się w obietnicach.

The only excuse for making a useless thing is that one admires it intensely. All art is quite useless. (Oscar Wilde)

Hmmm. O rzetelności internetowych informacji nie pomyślałam. A szkoda, bo to interesujący wątek… Faktycznie, mogłam pociągnąć w tę stronę…

Babska logika rządzi!

Oj, ty to sobie potrafisz szczegóły ogarnąć… Porządnie osadzić opowieść, uwiarygodnić fantastykę. :) Może kiedyś i ja ogarnę…

Bardzo ciekawy pomysł na bohaterów i całe opowiadanie, oczywiście świetnie napisane, dlatego z zaciekawieniem leciałem do końca.

Finklo, dzięki za lekturę i niezmienny, wysoki poziom wielu aspektów, z których składa się pisanie. Dla mnie lektura Twoich tekstów to część tego kursu, na który się tu zapisałem.

Pozdrawiam!

 

P.S. Takie miałem skojarzenie, że ta Azja to dla bohaterów taki “Czerwony Pokój” w większej skali. :)

Dziękuję, Majku. :-)

O tym, że w ogóle warto ogarniać szczegóły, dowiedziałam się tutaj, więc jesteś na dobrej drodze. Bo przecież diabeł tkwi w szczegółach, to one pozwalają odróżnić ukochaną żonę od milionów podobnych kobiet. Dla mnie przykładem znakomicie rozegranych szczegółów jest King. Ale do moich tekstów oczywiście też zapraszam. :-)

Taaak, musiałam się zastanowić, jak to zrobić, żeby moje legendy potrafiły wejść do zaryglowanego domu, ale nie mogły uciec z Chin…

Miło mi, że aż tyle zalet znalazłeś. :-)

No, Czerwony Pokój to horrorowata miejska legenda. A moich bohaterów nie da się zabić. Przynajmniej nie tak łatwo.

Babska logika rządzi!

Pewnie niektórzy się zdziwią, ale tak, naprawdę dalej komentuję opowiadania z Legendy… ;)

Nie wpasowywały mi się dotąd na sto procent twoje opowiadania w gust, a to stanowiło coś nowego w owej regule ;D Lana napisała np., że opowiadanie jest bardzo “twoje”, jeroh wspominał o “twoim specyficznym stylu”, a ja nie wiedzieć czemu odczułam, że to opko jest inne od tych, które dotąd czytałam. Porwał mnie klimat i do teraz go pamiętam, a plastyczność postaci sprawiła, jakbym zaglądała w alternatywny wymiar i oni naprawdę istnieli ;) Nie wiem, co dokładnie mnie zauroczyło; czy “flow”, o którym wspomniał cobold, czy dosłowność, z jaką podeszłaś do legendy, czy to, jak bohaterowie grali jako indywidua i grupa… Ale na pewno “wszedł” mi poziom abstrakcji. Byłam pewna, że opowiadanie wejdzie do antologii i cieszyłam się niezmiernie, że tam będzie.

Haakon i Wołodia wymietli z butów (a do tego każdy bohater wydawał się elementem absolutnie koniecznym i idealnie dopasowanym), podobnie jak dialogi. Gratulacje za pomysł, wykonanie, które mu sprostało i gangsterkę połączoną z oryginalną fantastyką.

"Po opanowaniu warsztatu należy go wyrzucić przez okno". Vita i Virginia

Ohoho! Kogo ja widzę! Dzięki, Naz. :-)

Fajnie, że “Nowy gracz” podszedł. Mam nadzieję, że trend ma swój dalszy ciąg i UFO też wleci(ało) właściwym wejściem.

Styl mój, tego już chyba nawet nie potrafiłabym odrzucić. Może tym razem pokazałam grupkę bohaterów, bez jednego wyraźnego głównego. To pozwoliło bawić się w animozje i sympatie wewnątrz grupy. Niezła sprawa, wydaje mi się.

Tak, starałam się dać każdemu rolę adekwatną do “mocy”. I tak ułożyć fabułę, żeby każdy członek zespołu był niezbędny.

Mnie samej Haakon wydaje się postacią z ogromnym potencjałem. Wręcz nieograniczonym, jak możliwe formy jego haków. Pewnie jeszcze kiedyś go wykorzystam. Nie propadat’ że dobru… ;-)

Legenda i dosłowność. No, ja na ogół rozumiem słowa dosłownie. Kierunek “bohater zrobił coś nietypowego i wszyscy mówili, że to legenda” wydawał mi się pójściem na łatwiznę. Wykorzystanie Kraka czy innej legendarnej postaci – banałem. No i stanęło na legendach miejskich. ;-)

Babska logika rządzi!

Przyznam się, że jeszcze nie przeczytałam wszystkich tekstów z “Legendy”, zostało mi kilka opowiadań do nadrobienia; ale z tych, które już znam, właśnie “Nowy gracz na rynku many” jakoś najbardziej zapadł mi w pamięć (a czytałam dość dawno).

Jeśli chodzi o takie podstawowe elementy, to wszystko jest na swoim miejscu. Tekst twórczo wpisuje się w temat przewodni antologii, fabuła jest zakręcona i lekko poprowadzona, a postacie (i ich interakcje ;)) barwne i wyraziste. Ale właściwie chciałam zwrócić uwagę na coś innego – bardzo mi podeszła sama melodia opowiadania. Połączenie stylu narracji, ciętych dialogów i wstawek z rosyjskiego wyszło znakomicie. Naprawdę świetnie się to czyta.

Z takich zastrzeżeń to może najwyżej zabrakło mi pod koniec większego udziału Siaty, ale nawet jeśli tutaj napięcia było mniej, to przygody Wołodii i ekipy sporo rekompensowały. ;)

Remplis ton cœur d'un vin rebelle et à demain, ami fidèle

Dziękuję, Black_cape. :-)

Miło mi, że przeczytałaś, zapamiętałaś i nawet Ci się podobało.

No, nie chciałam pochodzić standardowo – słynny człowiek albo jakiś szewczyk Dratewka…

Rosyjski to barwny język, bogaty w przekleństwa (które podane w języku obcym aż tak nie rażą). Mam takie narzędzie i nie zawaham się go użyć.

Przyznaję, że nie miałam dobrego pomysłu na końcówkę.

Babska logika rządzi!

Nowa Fantastyka